niedziela, 14 października 2007

Zmiana

Blog jest dalej aktualizowany, ale nie tu:)

Nowa wersja:
http://yuenvsjapan.wordpress.com

wtorek, 18 września 2007

Muzyka japońska #2 - Gackt

Powrót po długiej przerwie. Japońscy artyści często padają ofiarami szydery za sprawą swojego wyglądu. U żeńskiej części dotyczy to na ogół ubioru, a u męskiej... ogólnego wizerunku. Często słyszy się, że taki i taki wokalista wygląda jak pedał, emo, baba, albo nie wiadomo, co. Kto zna Tokio Hotel, ten wie skąd oni zaczerpnęli wzorzec. Jest na to nawet nazwa Visual-kei. I owszem - według standardów wyznaczanych przez naszą kulturę (zachodnią), to to rzeczywiście wygląda jak idź i nie wracaj. Jednak w kontaktach z Japonią trzeba cały czas byćświadomym jednej rzeczy - że to nie jest nasza kultura. I choć dużo od nas przejęła, to wciąż pozostaje całkiem odrębna. Dlatego warto przymknąć oko na wygląd i zainteresować się, co dany artysta przekazuje swoją muzyką.

Gackt
Gackt (Kamui Gakuto) jest dla mnie człowiekiem niezwykłym. Mówi (w różnym stopniu) pięcioma językami: japońskim, angielskim, francuskim, mandaryńskim i koreańskim. Gra na ośmiu instrumentach: trąbce, tubie, rogu, puzonie, pianinie, gitarze (w tym również basowej) i bębnie. Wyszkolony w Karate. Poza tym śpiewa (co jest jego głównym zajęciem) i pisze muzykę. Robi wrażenie? Na mnie tak.

Urodził się w 1973 roku na Okinawie (choć sam uważa, że jest ciut starszy i urodził się w 1540r.). Jego dzieciństwo nie było lekkie. Jego rodzice byli bardzo wymagający, kontrolowali każdy aspekt jego życia. I tak - w telewizji mógł oglądać tylko programy edukacyjne, zaś od trzeciego roku życia zaczął brać lekcje gry na pianinie. Jak można się domyślić, lekcje te on sobie (delikatnie mówiąc) olewał. Zaczął je brać na poważnie, kiedy zauważył, że jego znajomy radzi sobie znacznie lepiej od niego. Od tego czasu przyłożył się do nauki. Dzięki tej rywalizacji nauczył się też grać na innych instrumentach. Później, już jako gwiazda, powiedział: "nie chodzi o to, że ja chcę wygrać, ja po prostu nie chcę przegrać".

W wieku 7 lat Gackt prawie utopił się w oceanie. Jak sam twierdzi, od tego czasu stał się świadom swoich zdolności paranormalnych (m.in. możliwości komunikacji ze zmarłymi członkami rodziny). Od tego czasu też zaczął mieć problemy psychiczne. Rodzice go wyśmiali i niedługo potem wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Po tym, w jaki sposób opisywał swoją chorobę, można stwierdzić, że była to schizofrenia. Spekuluje się, że nie wyleczył się do końca, a jedynie zneutralizował chorobę, stąd jego 'paranormalne zdolności'.

W wieku 17 lat Gackt dowiedział się o istnieniu rocka i w jego stronę skierował swoje zainteresowania. Prawdziwa kariera zaczęła się, kiedy (w 1995r.) dołączył do zespołu Malice Mizer (typowy przykład visual-kei). Grali dośc odważną, progresywną muzykę i wydali z Gacktem dwie płyty. W 1999 roku Gakuto-san odszedł, do końca nie wiadomo, dlaczego. Chodzą spekulacje, że reszcie zespołu nie podobała się jego osobowośc lub gusta muzyczne, które próbował forsować.

Tak rozpoczęła się solowa kariera Gackta. Wydał do tej pory 12 albumów i 28 singli i zyskał niemałą sławę. Nie tylko za sprawą wspaniałego, głębokiego głosu i bardzo dobrych (często przepięknych) aranżacji, ale też bardzo niezwykłego wizerunku. Wspomniane już zdolności paranormalne, data urodzenia, oprócz tego małomówność i tajemniczość wyróżniają go na tle innych artystów. Oprócz tego występy i teledyski Gackta bardzo często są seksualnie sugestywne. Do tego stopnia, że czasem Gackt porusza się na granicy homoseksualności. Jednak jest to raczej zagrywka pod publikę (zwłaszcza żeńską część) i/lub mająca wywołać szok (a wiadomo, że to niesie za sobą zainteresowanie). Zresztą sam Gackt mówi, że o ile emocjonalnie jest w stanie związać się z mężczyzna, to fizycznie... już nie.

Wybrane piosenki:
Oasis



Vanilla


Last Song


I coś, co pokazuje wokalne możliwośći Gackta:
Orenji no Taiyou (live; w spółce z - chyba - Hyde'em)



Shima Uta (live; cover japońskiego hitu)


Gackt jest dla mnie artystą naprawdę niesamowitym. Pomimo wielkich trudności, choroby i ciężkiego dzieciństwa, osiągnął naprawdę wiele. Umie nieprawdopodobnie wiele i ma niesamowity talent. Owszem, jest dziwny, nawet bardzo. Ale ja wolę w jego przypadku słowo 'niezwykły'. Nie jest gwiazdą formatu Ayumi Hamasaki, ale ja jego muzykę stawiam nawet wyżej, niż jej.

sobota, 18 sierpnia 2007

Muzyka japońska #1 - Ayumi Hamasaki

Kilka słów wstępu... Postanowiłem podzielić się moimi doświadczeniami z muzyką z Kraju Kwitnącej Wiśni. Japończycy potrafią tworzyć bardzo dobrą muzykę, tak samo jak amerykanie, czy europejczycy. Jednak ich muzyka na Zachodzie jest prawie nieznana (kto potrafi wymienić jakiegoś japońskiego artystę?).
Na szczęście szatański wynalazek zwany internetem niszczy wszelkie granice, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poznać, co Japończycy natworzyli. Dla człowieka, który nie jest w temacie, może być to jednak trudne - Japonia jest dużym krajem z bardzo rozwiniętą sceną muzyczną, a więc można się zagubić. Ja postaram się nieco rozświetlić drogę.

Jeszcze jedna sprawa. Część osób nie jest w stanie przetrawić japońskiej muzyki. Najczęściej jest to uprzedzenie, że "to japońskie". Śpiewają po japońsku, to się nie da słuchać. Inni twierdzą, że nie lubią jak nie rozumieją o czym ktoś śpiewa. I nic, że wielu z nich nie rozumie też po angielku... Są też tacy, którym nie odpowiada cały styl muzyki. I owszem, zdarzają się typowo japońskie perełki, tak dla nas dziwne, że trudne do zaakceptowania, jednak generalnie muzyka popowa, czy rockowa jest na całym świecie taka sama.

No cóż, ja nie wnikam, komentarz pozostawiam dla siebie. Kogo nie przeraża obcy język, ani fakt, że "to jest przecież japońskie", zapraszam do czytania.

Ayumi Hamasaki
Ayumi Hamasaki (zwana Ayu) to obecnie chyba największa gwiazda jpopu (od japanese pop). Urodzona w 1978 roku w Fukuoce wychowywała się bez ojca. Jako dziecko była modelką. Dorastając była bardzo buntownicza - do tego stopnia, że w wieku 15 lat rzuciła szkołę i przeniosła się do Tokio. Jednak jej niski wzrost (156cm) przekreślił karierę na wybiegu, nie udały się też próby aktorstwa. Prawdopodobnie Ayumi stoczyłaby się gdzieś na dno społeczeństwa, lub żyła na marginesie, gdyby nie szansa dana jej przez los.

Została zauważona na karaoke. Nagrała pierwszą płytę - Nothing from nothing, z dużą domieszką rapu. Nagranie okazało się totalną klapą i wydawało się, że Ayu straciła szansę. Los jednak nie odpuścił i sprawił, że w 1996 roku została dostrzeżona ponownie. Tym razem przez wytwórnię avex. Początkowo odmówiła współpracy, potem jednak przystała na propozycję. Wysłano ją do Nowego Jorku, gdzie brała lekcje śpiewu. Po powrocie w 1998 nagrała singiel Poker face, już czysto popowy, który osiągnął 20 miejsce na liście przebojów.

Od tego czasu kariera Ayumi zaczęła nabierać tempa, by nagle eksplodować w 1999 roku, wraz z wydaniem jej pierwszego albumu A song for XX. Do dziś sprzedała ponad 45 000 000 płyt (wydając 41 singli i 14 albumów) w samej Japonii, co jak dla mnie jest wręcz niewyobrażalne.

Co spowodowało taką sławę? Na pewno sam fakt, że linia melodyczna większości piosenek wpada w ucho, że aranżacje są profesjonalne, a sama artystka dobrze śpiewa (i jest śliczna). Jednak Ayumi znana jest z głębokich i poetyckich tekstów (które zresztą sama pisze), w których porusza tematy samotności, wiary, nadziei, sensu, cierpienia i szczęścia, a nie tylko miłości (jak to jest w większości). Dzięki temu stała się przewodniczką dużej części młodego pokolenia w Japonii.

Również teledyski do jej piosenek są niezwykłe i oryginalne. Bardzo często kryją w sobie jakieś przesłanie i mają jakiś zakamuflowany wymiar.

Ostatnio gwiazda Ayumi trochę przygasła - nie jest ona już najlepiej sprzedającą się artystką (choć wciąż jest w czołówce). Osobiście jednak uważam, że jej nowsza muzyka jest lepsza. Bardziej dojrzała, odważniejsza. Ayu miesza trochę style, nie boi się eksperymentować - mi się to podoba. Ostatnio słychać u niej dużo rockowych brzmień, nie zniknęły jednak klimatyczne ballady, czy 'zwykłe' popowe kawałki.

Uczciwie muszę stwierdzić, że muzyka (zwłaszcza starsze płyty) Ayumi nie zawsze mi się podoba. Zdarza się, że na danej płycie są tylko 3-4 piosenki, które lubię, reszta jakoś mi nie podchodzi. Jednak jest też wiele piosenek, które są fenomenalne, i których mogę słuchać bez końca.

Przykładowe utwory:
Moments



Surreal



Bold & Delicious



Alterna



Rainbow



W okresie swojej świetności Ayumi miała wręcz niesamowity wpływ na kulturę Japonii. Ludzie ubierali się tak jak ona (Ayu zresztą bardzo interesuje się projektowaniem ubrań), dziewczyny używały tych kosmetyków, co ona (np. po występie Ayumi w reklamie bodajże szminki następnego dnia wyprzedano całe jej [szminki] zapasy, około 500 000 sztuk!), było ją widać z każdej strony na okładkach czasopism i billboardach, czy w programach TV.

Obecnie Ayu nie jest już bezkonkurencyjna, nie jest też na szczycie (jest niedaleko poza nim), ale nikt nie odważy się jej zabrać korony królowej jpopu.

czwartek, 2 sierpnia 2007

O fantazji Mao Tse-Tunga

W Polsce o komunizmie wie każdy. Nie ma co się dziwić, każdy wie, dlaczego.
Jednak oblicz komunizmu jest wiele. I są one różne. Komunizm dotarł daleko poza granice Polski i Europy. Posluchajmy jak to było w Chinach.

W 1949 roku w Chinach władze przejęli komuniści na czele z Mao Tse Tungiem. Powiedzieli cesarzowi parę miłych słów, wysłali go na dożywotnie wakacje, rozsiedli się na stołkach i zaczęli wprowadzać w życie idee socjalizmu. Początkowo wyglądało to nawet obiecujaco (jak zwykle) - przejmując wladzę nadali chłopom ziemię. Chłopi mieli mieli problem, bo nie bardzo mogli ogarnąć, co to znaczy, że ziemia należy do nich. Tak było w Chinach od zawsze, że byli ścierwem i dziękowali cesarzowi, bo pozwolił im żyć (w uproszczeniu). No, ale powoli, jakoś by się może nauczyli, o co chodzi. Nie zdążyli nawet zacząć. Bo Mao sie rozmyslił i ziemię szybko
zabrał - zachciało mu się kolektywizacji wsi na wzór Stalina. Na Chinczykach nie zrobiło to większego wrażenia - wszystko wróciło do normy, a do przedmiotowego traktowania byli przyzwyczajeni.
To pierwszy z wielu mądrych pomysłów Mao, taki psikus. Taki, który nawet z krajach komunistycznych wywolał zdziwienie (jaki sens jest w nadaniu komuś ziemi tlyko po to, żeby następnego dnia mu ją zabrać). A to był dopiero poczatęk.

Komuniści stworzyli w ChRL (Chińska Republika Ludowa) społeczeństwo bezklasowe. Czytaj: wszyscy klepali biedę. No, prawie wszyscy, bo władza pieniądze miała. Jednakże to akurat nie było nic nowego. W każdym komunistycznym państwie wyglądało to tak samo.

W 1956 roku Mao wpadł na pomysł. A właściwie to Pomysł! Wydarzenie to nazwane zostało potem "Sto Kwiatów". Chodziło o to, że Mao postanowil dać ludziom coś z zycia i oglosił wolność słowa w prasie. Tak! Można było legalnie krytykować władzę. Na początku ludzie podchodzili niechętnie (wiadomo, że w prasie wypowiadają się ludzie wykształceni, a ci widzieli jak to wyglądało choćby obok w Rosji), no ale w końcu się rozochocili, Mao zachęcał i zaczęła się dyskusja. Na temat władzy, co w niej złe, co dobre. A Mao słuchal i notował. Pierwszych krytyków nie rozstrzelano, więc szybko dołączyli do nich nowi. Uważny słuchacz już się pewnie domyśla zakończenia. Otóż po około roku, kiedy już wszyscy przestali się bać, Mao powiedział "koniec zabawy", wolność słowa anulowal, a wszyscy dyskutanci, którzy odważyli się złe slowko na pratię rądzącą powiedzieć - poszli do piachu. Urocze. W efekcie było tak, jak wszędzie, tylko trochę dłużej Mao miał radochę. Jednak Chiński prywódca oprócz kopiowania Stalinowskich metod wykazał się też nie lada inwencją...

Rok '59 to rok "Wielkiego Skoku". Nasz ulubiony Mao Tse-Tung wymarzył sobie, że dogoni USA w rozwoju ekonomicznym. A konkretniej - Chiny dogonią. Jednym z czołowych punktów programu było przegonienie wrednych kapitalistów w ilości rocznie wytapianej stali. I tu chylę czoło przed Mao. Jestem naprawdę pełem podziwu dla mózgu, który potrafi stworzyć taki pomysł Daję piwo, temu kto zgadnie (zanim przeczyta), co on wymyślił. Uwaga: Kazał każdemu obywatelowi wybudować przed domem DYMIARKĘ. D Y M I A R K Ę. I każdy obywatel miał wytapiać tyle i tyle stali rocznie. No i wytapiali sobie ci chłopi biedni grabki, łopatki, wiaderka... Nie muszę chyba tłumaczyc, że ogólnie to pomysł się - niestety - nie sprawdził. Ale Mao starał się ratować sytuację - np. każdy miał zrobić rocznie dwie pary butów (nie wiem, z czego).

W bardzo szybkim czasie gospodarka nabrała tempa.... spadkowego. Na łeb na szyję, na łopatki, aż do piwnic zacofania. Przemysł upadł całkowicie, bieda nawet dla samej siebie była zbyt wielka. Zginęło (z głodu) około 35mln ludzi. Co ludzie mieli jeść? Buty, czy stal? Było tak źle, że probówano w partii nawet usunąć Mao od władzy (co oznaczało skrajną desperację). Nie udało się... Niestety.

Trzeba nadmienić, że w owym czasie umarł Stalin, i Chinom bardzo nie podobało się odejście ZSRR od idei Stalinizmu. Toczyła się walka (prawie wojna) o przywództwo w świecie komunistycznym.

W '65 roku padło hasło "rewolucja kulturalna w Chinach". W skrócie: zerwać CAŁKOWICIE ze starym modelem życia i stworzyć nowy, z niczego. Całkowicie. Ciężko to wyjaśnić, nie sądzę, żeby ktoś oprócz Mao naprawdę to pojmował. To prawie tak, jakby kazać ludziom chodzić do góry nogami, albo patrzeć nosem, a jeść uszami. Ale Mao był twardy.
Po pierwsze: powołano setki tysięcy młodych ludzi w oddziały hunwejbinów (Czerwona Gwardia). Ich zadanie polegało na tym, że krążyli sobie od wioski do wioski ze "Zbiorem Cytatów" w rękach (spis przemówień, wystąpień, myśli itp. Mao Tse Tunga), z hasłem "zabić jak psa każdego, kto się przeciwstawia Wodzowi!". Co najgorsze krążyli z dużą dozą fanatyzmu i kaleczącymi argumentami. W praktyce wyglądało to tak: Wpadali do wioski i pierwszego lepszego chłopa zagadywali, gdzie się kryją spiskowcy. Chłop zestresowany wskazywał kogoś, najczęściej losowo (z igłami pod paznokciami każdy przypomni sobie jakogoś spiskowca). Efekt: ginął wskazany, bo wróg. Ginął ten, który wskazał, bo nie doniósł - wróg. Ginął sołtys (wójt, nie wiem, jak to jest w Chinach) - bo nie wiedział/nie wskazał, czyli wróg. Ginęło jeszcze parę osób - bo, ponieważ.
Drugi sposób to pytanie ze "Zbioru Cytatów" na wyrywki. Też trupogenny, jak się można domyślić. Hunwejbini tłukli się też między sobą, robili demonstracje... w sumie, dzięki nim zginęło kilka milionow osób. Przy nich nasze dresy to grzeczne dzieci.

Ponadto wprowadzono ateizację społeczeństwa, jednolite uniformy dla ludzi (sic!), intelektualistów kierowano do ciężkiej pracy fizycznej, a chłopi szli na studia.

Wydano też całkowicie niepowtarzalny, słodko kuriozalny dokument partyjny "Sto zasad zniszczenia starego i ustanowienia nowego [ładu]". Kilka cytatów:

"1. Wszystkie komitety powinny być odpowiedzialne za ustawienie na każdej ulicy tablic z cytatami dzieł Mao, odpowiedzialne za to, aby w każdym domu i każdym mieszkaniu znajdował się portret Mao i tablica z cytatami z jego dzieł.
2. We wszystkich parkach należy ustawić ile tylko można tablic z cytatami Mao. Konduktorzy autobusow i obsługa pociągów pasażerskich muszą wiedzieć, że ich najważniejszym zadaniem jest propagowanie maoizmu i studiowanie wraz z pasażerami "Zbioru Cytatów".
4. Wszystkie wydawnictwa powinny rzucić na rynek "Zbiór Cytatów" w takiej ilości, by książka ta dotarła do każdego obywatela.
24. Wszystkim wlaścicielom domów i nieruchomości, którzy żyją z wyzysku i spijaja krwi z ludzi pracy - rozkazujemy: wy sukinsyny, macie natychmiast przekazać państwu swą majętność. W naszym socjalistycznym społeczeństwie nie ma miejsca dla wampirów. [...]
43. Zabrania się trzymania w domach świerszczy, akwariów z rybkami, kotów i psów. W Chinach nie ma miejsca na takie burżuazyjne nawyki. Kto nie dostosuje się do tego zarządzenia, ponosić będzie konsekwencje.
52. Wszyscy niezatrudnieni bogacze, kontrrewolucjoniści, prawicowcy itp. mają się udać na wieś i zająć pracą produkcyjną.
65. Obala się system głowy rodziny. Mlodzież ma prawo krytykowania rodziców i starszych członków rodziny. [...]
69. Osobom poniżej 35 roku życia zakazuje się palenia tytoniu i picia alkoholu.
76. Proponujemy by ludzie, którzy udadzą się do kina, by krytykować złe filmy, nie oplacali wstępu. [...]
85. Zabrania się produkowania dużej ilości miękko wyściełanych krzeseł i kanap.
89. Lekarzom zabrania się wypisywania recept w języku angielskim. [...]
92. W programach szkolnych należy wysunąc na pierwsze miejsce ćwiczenia fizyczne, pracę fizyczną i szkolenie wojskowe.
93. Trzeba obalić feudalne stosunki panujące w szkole pomiędzy uczniem,a nauczycielem. Ich miejsce musi zająć stosunek całkowitej równości obu stron. [...]"


Taki był Mao.

To jest tylko wycinek tematu. Może się to wydawać śmieszne. Ale nie jest. Mówiłem tu tylko o fantazji Mao, a w Chinach w tamtym czasie działo się (i dzieje teraz) dużo więcej. Dużo, dużo więcej.
Jeśli myślicie, że to było apogeum, że już gorzej być nie może - proponuję poczytać o Kambodży, o krajach Afryki w okresie wojen po dekolonizacji, ewentualnie przypomnieć sobie Stalina.

W Chinach umarł Mao, nastąpila niewielka liberalizacja, ale to nadal jest reżim. Który prowadzi eksterminację Nepalu, który całkowicie tępi prawa człowieka i wolność słowa. A wszyscy udają, że tego nie widzą. Bo taniej tam fabryki stawiać. Tak, USA mówi o szerzeniu demokracji, praw człowieka i idei Zachodu na świecie... To bujda. I dowodów na to nie trzeba daleko szukać.

Mamo, bo córka Giertycha chodzi do lepszej szkoły!

Tak sobie przeglądałem różne serwisy z newsami i trafiłem na tą (nie nową już) wiadomość:


""Fakt": Odrapane ściany i rozklekotane ławki. W takich warunkach uczy się większość z 380 tys. polskich 6-latków. Ale nie córka ministra edukacji.
Córka Romana Giertycha, Marysia chodzi do zerówki w ekskluzywnej prywatnej szkole. Za miesiąc nauki córki Giertych płaci 590 zł.

To jedna z najlepszych prywatnych szkół w stolicy. Wykwalifikowana kadra, pierwszorzędne wyposażenie sal i nauka dwóch języków: francuskiego i angielskiego. Regularne wizyty na basenie i lekcje baletu.

Giertych zdecydował się inwestować w edukację córki i posłał ją właśnie do tej szkoły. Najwidoczniej jako minister edukacji doskonale zdaje sobie sprawę, w jakich tragicznych warunkach uczą się choćby te dzieci, które chodzą do państwowej podstawówki niedaleko willi ministra w podwarszawskich Łomiankach. W tamtejszej szkółce klasy są tak przepełnione, że 48 uczniów przychodzi na tzw. drugą zmianę - opisuje dziennik."


Taak... Idiotyzm (albo niepochamowana żądza zrobienia sensacji z byle cego) autora tej wiadomości jest godny podziwu. Skandal, bo córka wicepremiera i ministra edukacji chodzi do 'lepszej' szkoły (czy tam zerówki). Też mi...

Tak, ja wiem, o co tu chodzi. Mamy tu do czynienia z "Faktem", najbardziej poczytną gazetą w Polsce. Która żeruje na ciemnocie, debilizmie i najniższych instynktach. Do tego posługuje się morzem manipulacji oraz rzeszą kłamstw i przekrętów.
Zapytam: jaka jest reakcja przeciętnego rodzica, ze statystycznej Polskiej rodziny (czyli takiej, której się nie przelewa), po przeczytaniu takiej wiadomości? Oburzenie. Bo dziecko Giertycha sobie chodzi do 'elitarnej' szkoły, a moje musi chodzić gdzieś, gdzie są beznadziejne warunki. Pieprzone dziady w tym rządzie! Obywatele głodują, na pielęgniarki pieniędzy nie ma, a ci sobie dzieci do płatnych szkół posyłają. O nie!

A ja mówię - tak. Dlaczego niby nie? Ma pieniądze, to niech posyła, gdzie chce. Może jeszcze powinien jeździć maluchem, żeby było sprawiedliwie?
W pewnych sprawach posłowie przeginają. Tak, może pieniędzy dostają za duzo.
Może mają gdzieś dobro kraju i troszczą się tylko o swoje.
Ale władza ma przywileje i je mieć musi. Między innymi standard życia powyżej średniej.
Jakoś nikt nie narzeka, że dzieci biznesmenów chodzą do prywatnyvh szkół, ale jeśli chodzi o córkę ministra edukacji, to krzyk. Założę się, że każdy, KAŻDY rodzic, gdyby tylko miał dość pieniędzy, to posłałby swoje dziecko do lepszej szkoły.

Wkurza mnie to całe najeżdżanie na Kaczyńskich, rząd i Giertycha. Sam ich nie lubię, ale jak krzyczeć i krytykowac - to rzetelnie, z rozumem i argumentacją. A to, co kawałek wyżej napisał "Fakt", i to, co robi duża część mediów mediów to zwykłe doczepianie się do wyrwanych z kontekstu spraw, szkalowanie, szykanowanie. Chamstwo. Nie cierpię czegoś takiego.

A jak ktoś przez zazdrość nienawidzi Giertycha (czy innego polityka), nie jest w stanie znieść tego, że on ma lepiej (finansowo), to może tylko sobie pluć w brodę - było zostać politykiem.


Tak przy okazji, skoro już mówię o "Fakcie". Dziwię się - szczerze mówiąc - ludziom, którzy to czytają. I w to wierzą. Wiele gazet kłamie. Ale robią to tak, że czytając dany artykuł człowiek tego nie wyłapie tak łatwo. Musi dokładnie przeanalizować, poszukać, zastanowić się, o co naprawdę chodzi. A w "Fakcie"? Pięcdziesiąt wykrzykników, nagłówek na pół strony (o treści w stylu "Wstydź się zbrodniarzu!!!!!"), dwa wielkie zdjęcia (w omawianym artykule zapewne szkoła 'elitarna' gdzie chodzi córka ministra i obok jakaś najgorsza szkoła w zapadłej mieścinie, gdzie chodzi "reszta" dzieci, lub coś w tym guście) pokazujące zazwyczaj żałosny kontrast, lub odwołanie do jakiegoś dramatycznego wydarzenia z przeszłości (często bardzo dalekiej), które nijak się ma do opisywanego.

Apropo sprawy przeszłości, to przypomniał mi się artykuł (też z "Faktu"), gdzie kolejny skandal wybuchł w szkole-gdzieś-tam. Artykuł głosił, że uzdolniony uczeń wymyślił i stworzył makabryczną grę komputerową, w której lata się z nożem i pistoletem po jego szkole. Oraz, że ta gra była zamieszczona na stronie internetowej tej placówki. Dodatkowo odwołanie do tragicznego wydarzenia sprzed siedmiu lat, gdzie do innej szkoły-gdzieś-tam wpadł uczeń z siekierą i zaatakował nauczycieli, bo (podobno) grał za dużo w jakąś grę komputerową i mu się inna wizja świata objawiła.

Teraz troche przemyśleń:
- co jest makabrycznego w BIEGANIU z nożem i pistoletem po szkole (o zabijaniu nie było mowy)?
- co ma wydarzenie sprzed siedmiu lat, do obecnego? Bo 'gra komputerowa'? To może przy każdym morderstwie z użyciem noża też przytaczać wszystkie poprzednie (im starsze, tym lepsze, w najbliższym artykule proponuję przywołać modrerstwo na Cezarze w senacie) z jego użyciem?
- ta gra, którą "wymyślił" uczeń, to "Half Life: Counter-Strike". Została 'wymyślona'... dawno temu i nie przez niego. To, co on stworzył to tylko mapa, plansza, przedstawiająca jego szkołę.

Wnioski: kłamstwo i manipulacja. I robienie z kału sensacji, że się tak dobitnie wyrażę. Taki właśnie jest "Fakt"... Ręce opadają