<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827</id><updated>2011-04-22T06:59:32.657+02:00</updated><title type='text'>Yuen vs japan</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>15</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-2005094822317770551</id><published>2007-10-14T02:32:00.000+02:00</published><updated>2007-11-02T20:52:39.074+01:00</updated><title type='text'>Zmiana</title><content type='html'>Blog jest dalej aktualizowany, ale nie tu:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowa wersja:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://yuenvsjapan.wordpress.com"&gt;http://yuenvsjapan.wordpress.com&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-2005094822317770551?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/2005094822317770551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=2005094822317770551&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/2005094822317770551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/2005094822317770551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/10/blog-post.html' title='Zmiana'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-3765688691103874254</id><published>2007-09-18T18:23:00.000+02:00</published><updated>2007-09-19T03:01:18.985+02:00</updated><title type='text'>Muzyka japońska #2 - Gackt</title><content type='html'>Powrót po długiej przerwie. Japońscy artyści często padają ofiarami szydery za sprawą swojego wyglądu. U żeńskiej części dotyczy to na ogół ubioru, a u męskiej... ogólnego wizerunku. Często słyszy się, że taki i taki wokalista wygląda jak pedał, emo, baba, albo nie wiadomo, co. Kto zna Tokio Hotel, ten wie skąd oni zaczerpnęli wzorzec. Jest na to nawet nazwa &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Visual_kei"&gt;Visual-kei&lt;/a&gt;. I owszem - według standardów wyznaczanych przez naszą kulturę (zachodnią), to to rzeczywiście wygląda jak idź i nie wracaj. Jednak w kontaktach z Japonią trzeba cały czas byćświadomym jednej rzeczy - że to nie jest nasza kultura. I choć dużo od nas przejęła, to wciąż pozostaje całkiem odrębna. Dlatego warto przymknąć oko na wygląd i zainteresować się, co dany artysta przekazuje swoją muzyką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Gackt&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RvAa0UZfD0I/AAAAAAAAAb8/eyl_-7UJoPs/s1600-h/gackt.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RvAa0UZfD0I/AAAAAAAAAb8/eyl_-7UJoPs/s320/gackt.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5111615063196634946" /&gt;&lt;/a&gt; Gackt (Kamui Gakuto) jest dla mnie człowiekiem niezwykłym. Mówi (w różnym stopniu) pięcioma językami: japońskim, angielskim, francuskim, mandaryńskim i koreańskim. Gra na ośmiu instrumentach:  trąbce, tubie, rogu, puzonie, pianinie, gitarze (w tym również basowej) i bębnie. Wyszkolony w Karate. Poza tym śpiewa (co jest jego głównym zajęciem) i pisze muzykę. Robi wrażenie? Na mnie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Urodził się w 1973 roku na Okinawie (choć sam uważa, że jest ciut starszy i urodził się w 1540r.). Jego dzieciństwo nie było lekkie. Jego rodzice byli bardzo wymagający, kontrolowali każdy aspekt jego życia. I tak - w telewizji mógł oglądać tylko programy edukacyjne, zaś od trzeciego roku życia zaczął brać lekcje gry na pianinie. Jak można się domyślić, lekcje te on sobie (delikatnie mówiąc) olewał. Zaczął je brać na poważnie, kiedy zauważył, że jego znajomy radzi sobie znacznie lepiej od niego. Od tego czasu przyłożył się do nauki. Dzięki tej rywalizacji nauczył się też grać na innych instrumentach. Później, już jako gwiazda, powiedział: "nie chodzi o to, że ja chcę wygrać, ja po prostu nie chcę przegrać".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wieku 7 lat Gackt prawie utopił się w oceanie. Jak sam twierdzi, od tego czasu stał się świadom swoich zdolności paranormalnych (m.in. możliwości komunikacji ze zmarłymi członkami rodziny). Od tego czasu też zaczął mieć problemy psychiczne. Rodzice go wyśmiali i niedługo potem wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Po tym, w jaki sposób opisywał swoją chorobę, można stwierdzić, że była to schizofrenia. Spekuluje się, że nie wyleczył się do końca, a jedynie zneutralizował chorobę, stąd jego 'paranormalne zdolności'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wieku 17 lat Gackt dowiedział się o istnieniu rocka i w jego stronę skierował swoje zainteresowania. Prawdziwa kariera zaczęła się, kiedy (w 1995r.) dołączył do zespołu Malice Mizer (typowy przykład visual-kei). Grali dośc odważną, progresywną muzykę i wydali z Gacktem dwie płyty. W 1999 roku Gakuto-san odszedł, do końca nie wiadomo, dlaczego. Chodzą spekulacje, że reszcie zespołu nie podobała się jego osobowośc lub gusta muzyczne, które próbował forsować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak rozpoczęła się solowa kariera Gackta. Wydał do tej pory 12 albumów i 28 singli i zyskał niemałą sławę. Nie tylko za sprawą wspaniałego, głębokiego głosu i bardzo dobrych (często przepięknych) aranżacji, ale też bardzo niezwykłego wizerunku. Wspomniane już zdolności paranormalne, data urodzenia, oprócz tego małomówność i tajemniczość wyróżniają go na tle innych artystów. Oprócz tego występy i teledyski Gackta bardzo często są seksualnie sugestywne. Do tego stopnia, że czasem Gackt porusza się na granicy homoseksualności. Jednak jest to raczej zagrywka pod publikę (zwłaszcza żeńską część) i/lub mająca wywołać szok (a wiadomo, że to niesie za sobą zainteresowanie). Zresztą sam Gackt mówi, że o ile emocjonalnie jest w stanie związać się z mężczyzna, to fizycznie... już nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wybrane piosenki:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Oasis&lt;/b&gt;  &lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="335"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/1CWBjHtSH2pcwmVC"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/1CWBjHtSH2pcwmVC" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="306" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Vanilla&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/FNEUNr_n5gY"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FNEUNr_n5gY" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Last Song&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KYMjrAOD1oE"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KYMjrAOD1oE" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I coś, co pokazuje wokalne możliwośći Gackta:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Orenji no Taiyou (live; w spółce z - chyba - Hyde'em)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="335"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/7nDezBueftgVR1Wcj"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/7nDezBueftgVR1Wcj" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="335" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Shima Uta (live; cover japońskiego hitu)&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="350"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SEd1uJEp6MI"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SEd1uJEp6MI" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="350"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gackt jest dla mnie artystą naprawdę niesamowitym. Pomimo wielkich trudności, choroby i ciężkiego dzieciństwa, osiągnął naprawdę wiele. Umie nieprawdopodobnie wiele i ma niesamowity talent. Owszem, jest dziwny, nawet bardzo. Ale ja wolę w jego przypadku słowo 'niezwykły'. Nie jest gwiazdą formatu Ayumi Hamasaki, ale ja jego muzykę stawiam nawet wyżej, niż jej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-3765688691103874254?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/3765688691103874254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=3765688691103874254&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/3765688691103874254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/3765688691103874254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/09/muzyka-japoska-2-gackt.html' title='Muzyka japońska #2 - Gackt'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RvAa0UZfD0I/AAAAAAAAAb8/eyl_-7UJoPs/s72-c/gackt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-4212309779263501644</id><published>2007-08-18T00:36:00.002+02:00</published><updated>2007-08-18T14:21:05.228+02:00</updated><title type='text'>Muzyka japońska #1 - Ayumi Hamasaki</title><content type='html'>Kilka słów wstępu... Postanowiłem podzielić się moimi doświadczeniami z muzyką z Kraju Kwitnącej Wiśni. Japończycy potrafią tworzyć bardzo dobrą muzykę, tak samo jak amerykanie, czy europejczycy. Jednak ich muzyka na Zachodzie jest prawie nieznana (kto potrafi wymienić jakiegoś japońskiego artystę?). &lt;br /&gt;Na szczęście szatański wynalazek zwany internetem niszczy wszelkie granice, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby poznać, co Japończycy natworzyli. Dla człowieka, który nie jest w temacie, może być to jednak trudne - Japonia jest dużym krajem z bardzo rozwiniętą sceną muzyczną, a więc można się zagubić. Ja postaram się nieco rozświetlić drogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jedna sprawa. Część osób nie jest w stanie przetrawić japońskiej muzyki. Najczęściej jest to uprzedzenie, że "to japońskie". Śpiewają po japońsku, to się nie da słuchać. Inni twierdzą, że nie lubią jak nie rozumieją o czym ktoś śpiewa. I nic, że wielu z nich nie rozumie też po angielku... Są też tacy, którym nie odpowiada cały styl muzyki. I owszem, zdarzają się typowo japońskie perełki, tak dla nas dziwne, że trudne do zaakceptowania, jednak generalnie muzyka popowa, czy rockowa jest na całym świecie taka sama. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, ja nie wnikam, komentarz pozostawiam dla siebie. Kogo nie przeraża obcy język, ani fakt, że "to jest przecież japońskie", zapraszam do czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ayumi Hamasaki&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RsY14CE5aZI/AAAAAAAAAVI/Ny837G8uCOk/s1600-h/ayumi_hamasaki.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RsY14CE5aZI/AAAAAAAAAVI/Ny837G8uCOk/s320/ayumi_hamasaki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5099822864790022546" /&gt;&lt;/a&gt;Ayumi Hamasaki (zwana Ayu) to obecnie chyba największa gwiazda jpopu (od japanese pop). Urodzona w 1978 roku w Fukuoce wychowywała się bez ojca. Jako dziecko była modelką. Dorastając była bardzo buntownicza - do tego stopnia, że w wieku 15 lat rzuciła szkołę i przeniosła się do Tokio. Jednak jej niski wzrost (156cm) przekreślił karierę na wybiegu, nie udały się też próby aktorstwa. Prawdopodobnie Ayumi stoczyłaby się gdzieś na dno społeczeństwa, lub żyła na marginesie, gdyby nie szansa dana jej przez los.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Została zauważona na karaoke. Nagrała pierwszą płytę - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Nothing from nothing&lt;/span&gt;, z dużą domieszką rapu. Nagranie okazało się totalną klapą i wydawało się, że Ayu straciła szansę. Los jednak nie odpuścił i sprawił, że w 1996 roku została dostrzeżona ponownie. Tym razem przez wytwórnię avex. Początkowo odmówiła współpracy, potem jednak przystała na propozycję. Wysłano ją do Nowego Jorku, gdzie brała lekcje śpiewu. Po powrocie w 1998 nagrała singiel &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Poker face&lt;/span&gt;, już czysto popowy, który osiągnął 20 miejsce na liście przebojów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tego czasu kariera Ayumi zaczęła nabierać tempa, by nagle eksplodować w 1999 roku, wraz z wydaniem jej pierwszego albumu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A song for XX&lt;/span&gt;. Do dziś sprzedała ponad 45 000 000 płyt (wydając 41 singli i 14 albumów) w samej Japonii, co jak dla mnie jest wręcz niewyobrażalne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co spowodowało taką sławę? Na pewno sam fakt, że linia melodyczna większości piosenek wpada w ucho, że aranżacje są profesjonalne, a sama artystka dobrze śpiewa (i jest śliczna). Jednak Ayumi znana jest z głębokich i poetyckich tekstów (które zresztą sama pisze), w których porusza tematy samotności, wiary, nadziei, sensu, cierpienia i szczęścia, a nie tylko miłości (jak to jest w większości). Dzięki temu stała się przewodniczką dużej części młodego pokolenia w Japonii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również teledyski do jej piosenek są niezwykłe i oryginalne. Bardzo często kryją w sobie jakieś przesłanie i mają jakiś zakamuflowany wymiar.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio gwiazda Ayumi trochę przygasła - nie jest ona już najlepiej sprzedającą się artystką (choć wciąż jest w czołówce). Osobiście jednak uważam, że jej nowsza muzyka jest lepsza. Bardziej dojrzała, odważniejsza. Ayu miesza trochę style, nie boi się eksperymentować - mi się to podoba. Ostatnio słychać u niej dużo rockowych brzmień, nie zniknęły jednak klimatyczne ballady, czy 'zwykłe' popowe kawałki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczciwie muszę stwierdzić, że muzyka (zwłaszcza starsze płyty) Ayumi nie zawsze mi się podoba. Zdarza się, że na danej płycie są tylko 3-4 piosenki, które lubię, reszta jakoś mi nie podchodzi. Jednak jest też wiele piosenek, które są fenomenalne, i których mogę słuchać bez końca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykładowe utwory:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Moments&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="335"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/4WSto2TfeWSI6ecvy"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/4WSto2TfeWSI6ecvy" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="335" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Surreal&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="335"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/WYXpMsTEG4crW6Agv"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/WYXpMsTEG4crW6Agv" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="335" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Bold &amp; Delicious&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="255"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/6VmnrPeycu9QFavbr"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/6VmnrPeycu9QFavbr" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="255" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Alterna&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="335"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/56P24pgzT9uo91v4Q"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/56P24pgzT9uo91v4Q" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="335" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rainbow&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;object width="425" height="335"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.dailymotion.com/swf/1W6V6j7jUCjVUeCdF"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.dailymotion.com/swf/1W6V6j7jUCjVUeCdF" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="335" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W okresie swojej świetności Ayumi miała wręcz niesamowity wpływ na kulturę Japonii. Ludzie ubierali się tak jak ona (Ayu zresztą bardzo interesuje się projektowaniem ubrań), dziewczyny używały tych kosmetyków, co ona (np. po występie Ayumi w reklamie bodajże szminki następnego dnia wyprzedano całe jej [szminki] zapasy, około 500 000 sztuk!), było ją widać z każdej strony na okładkach czasopism i billboardach, czy w programach TV. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obecnie Ayu nie jest już bezkonkurencyjna, nie jest też na szczycie (jest niedaleko poza nim), ale nikt nie odważy się jej zabrać korony królowej jpopu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-4212309779263501644?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/4212309779263501644/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=4212309779263501644&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/4212309779263501644'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/4212309779263501644'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/08/muzyka-japoska-1-ayumi-hamasaki.html' title='Muzyka japońska #1 - Ayumi Hamasaki'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RsY14CE5aZI/AAAAAAAAAVI/Ny837G8uCOk/s72-c/ayumi_hamasaki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-6762598672241371556</id><published>2007-08-02T01:42:00.000+02:00</published><updated>2007-08-11T02:03:43.368+02:00</updated><title type='text'>O fantazji Mao Tse-Tunga</title><content type='html'>W Polsce o komunizmie wie każdy. Nie ma co się dziwić, każdy wie, dlaczego.&lt;br /&gt;Jednak oblicz komunizmu jest wiele. I są one różne. Komunizm dotarł daleko poza granice Polski i Europy. Posluchajmy jak to było w Chinach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1949 roku w Chinach władze przejęli komuniści na czele z Mao Tse Tungiem. Powiedzieli cesarzowi parę miłych słów, wysłali go na dożywotnie wakacje, rozsiedli się na stołkach i zaczęli wprowadzać w życie idee socjalizmu. Początkowo wyglądało to nawet obiecujaco (jak zwykle) - przejmując wladzę nadali chłopom ziemię. Chłopi mieli mieli problem, bo nie bardzo mogli ogarnąć, co to znaczy, że ziemia należy do nich. Tak było w Chinach od zawsze, że byli ścierwem i dziękowali cesarzowi, bo pozwolił im żyć (w uproszczeniu). No, ale powoli, jakoś by się może nauczyli, o co chodzi. Nie zdążyli nawet zacząć. Bo Mao sie rozmyslił i ziemię szybko &lt;br /&gt;zabrał - zachciało mu się kolektywizacji wsi na wzór Stalina. Na Chinczykach nie zrobiło to większego wrażenia - wszystko wróciło do normy, a do przedmiotowego traktowania byli przyzwyczajeni. &lt;br /&gt;To pierwszy z wielu  mądrych pomysłów Mao, taki psikus. Taki, który nawet z krajach komunistycznych wywolał zdziwienie (jaki sens jest w nadaniu komuś ziemi tlyko po to, żeby następnego dnia mu ją zabrać). A to był dopiero poczatęk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Komuniści stworzyli w ChRL (Chińska Republika Ludowa) społeczeństwo bezklasowe. Czytaj: wszyscy klepali biedę. No, prawie wszyscy, bo władza pieniądze miała. Jednakże to akurat nie było nic nowego. W każdym komunistycznym państwie wyglądało to tak samo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 1956 roku Mao wpadł na pomysł. A właściwie to Pomysł! Wydarzenie to nazwane zostało potem "Sto Kwiatów". Chodziło o to, że Mao postanowil dać ludziom coś z zycia i oglosił wolność słowa w prasie. Tak! Można było legalnie krytykować władzę. Na początku ludzie podchodzili niechętnie (wiadomo, że w prasie wypowiadają się ludzie wykształceni, a ci widzieli jak to wyglądało choćby obok w Rosji), no ale w końcu się rozochocili, Mao zachęcał i zaczęła się dyskusja. Na temat władzy, co w niej złe, co dobre. A Mao słuchal i notował. Pierwszych krytyków nie rozstrzelano, więc szybko dołączyli do nich nowi. Uważny słuchacz już się pewnie domyśla zakończenia. Otóż po około roku, kiedy już wszyscy przestali się bać, Mao powiedział "koniec zabawy", wolność słowa anulowal, a wszyscy dyskutanci, którzy odważyli się złe slowko na pratię rądzącą powiedzieć - poszli do piachu. Urocze. W efekcie było tak, jak wszędzie, tylko trochę dłużej Mao miał radochę. Jednak Chiński prywódca oprócz kopiowania Stalinowskich metod wykazał się też nie lada inwencją...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rok '59 to rok "Wielkiego Skoku". Nasz ulubiony Mao Tse-Tung wymarzył sobie, że dogoni USA w rozwoju ekonomicznym. A konkretniej - Chiny dogonią. Jednym z czołowych punktów programu było przegonienie wrednych kapitalistów w ilości rocznie wytapianej stali. I tu chylę czoło przed Mao. Jestem naprawdę pełem podziwu dla mózgu, który potrafi stworzyć taki pomysł Daję piwo, temu kto zgadnie (zanim przeczyta), co on wymyślił. Uwaga: Kazał każdemu obywatelowi wybudować przed domem DYMIARKĘ. D Y M I A R K Ę. I każdy obywatel miał wytapiać tyle i tyle stali rocznie. No i wytapiali sobie ci chłopi biedni grabki, łopatki, wiaderka... Nie muszę chyba tłumaczyc, że ogólnie to pomysł się - niestety - nie sprawdził. Ale Mao starał się ratować sytuację - np. każdy miał zrobić rocznie dwie pary butów (nie wiem, z czego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W bardzo szybkim czasie gospodarka nabrała tempa.... spadkowego. Na łeb na szyję, na łopatki, aż do piwnic zacofania. Przemysł upadł całkowicie, bieda nawet dla samej siebie była zbyt wielka. Zginęło (z głodu) około 35mln ludzi. Co ludzie mieli jeść? Buty, czy stal? Było tak źle, że probówano w partii nawet usunąć Mao od władzy (co oznaczało skrajną desperację). Nie udało się... Niestety. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba nadmienić, że w owym czasie umarł Stalin, i Chinom bardzo nie podobało się odejście ZSRR od idei Stalinizmu. Toczyła się walka (prawie wojna) o przywództwo w świecie komunistycznym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W '65 roku padło hasło "rewolucja kulturalna w Chinach". W skrócie: zerwać CAŁKOWICIE ze starym modelem życia i stworzyć nowy, z niczego. Całkowicie. Ciężko to wyjaśnić, nie sądzę, żeby ktoś oprócz Mao naprawdę to pojmował. To prawie tak, jakby kazać ludziom chodzić do góry nogami, albo patrzeć nosem, a jeść uszami. Ale Mao był twardy.&lt;br /&gt;Po pierwsze: powołano setki tysięcy młodych ludzi w oddziały hunwejbinów (Czerwona Gwardia). Ich zadanie polegało na tym, że krążyli sobie od wioski do wioski ze "Zbiorem Cytatów" w rękach (spis przemówień, wystąpień, myśli itp. Mao Tse Tunga), z hasłem "zabić jak psa każdego, kto się przeciwstawia Wodzowi!". Co najgorsze krążyli z dużą dozą fanatyzmu i kaleczącymi argumentami. W praktyce wyglądało to tak: Wpadali do wioski i pierwszego lepszego chłopa zagadywali, gdzie się kryją spiskowcy. Chłop zestresowany wskazywał kogoś, najczęściej losowo (z igłami pod paznokciami każdy przypomni sobie jakogoś spiskowca). Efekt: ginął wskazany, bo wróg. Ginął ten, który wskazał, bo nie doniósł - wróg. Ginął sołtys (wójt, nie wiem, jak to jest w Chinach) - bo nie wiedział/nie wskazał, czyli wróg. Ginęło jeszcze parę osób - bo, ponieważ. &lt;br /&gt;Drugi sposób to pytanie ze "Zbioru Cytatów" na wyrywki. Też trupogenny, jak się można domyślić. Hunwejbini tłukli się też między sobą, robili demonstracje... w sumie, dzięki nim zginęło kilka milionow osób. Przy nich nasze dresy to grzeczne dzieci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto wprowadzono ateizację społeczeństwa, jednolite uniformy dla ludzi (sic!), intelektualistów kierowano do ciężkiej pracy fizycznej, a chłopi szli na studia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydano też całkowicie niepowtarzalny, słodko kuriozalny dokument partyjny "Sto zasad zniszczenia starego i ustanowienia nowego [ładu]". Kilka cytatów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"1. Wszystkie komitety powinny być odpowiedzialne za ustawienie na każdej ulicy tablic z cytatami dzieł Mao, odpowiedzialne za to, aby w każdym domu i każdym mieszkaniu znajdował się portret Mao i tablica z cytatami z jego dzieł.&lt;br /&gt;2. We wszystkich parkach należy ustawić ile tylko można tablic z cytatami Mao. Konduktorzy autobusow i obsługa pociągów pasażerskich muszą wiedzieć, że ich najważniejszym zadaniem jest propagowanie maoizmu i studiowanie wraz z pasażerami "Zbioru Cytatów".&lt;br /&gt;4. Wszystkie wydawnictwa powinny rzucić na rynek "Zbiór Cytatów" w takiej ilości, by książka ta dotarła do każdego obywatela.&lt;br /&gt;24. Wszystkim wlaścicielom domów i nieruchomości, którzy żyją z wyzysku i spijaja krwi z ludzi pracy - rozkazujemy: wy sukinsyny, macie natychmiast przekazać państwu swą majętność. W naszym socjalistycznym społeczeństwie nie ma miejsca dla wampirów. [...]&lt;br /&gt;43. Zabrania się trzymania w domach świerszczy, akwariów z rybkami, kotów i psów. W Chinach nie ma miejsca na takie burżuazyjne nawyki. Kto nie dostosuje się do tego zarządzenia, ponosić będzie konsekwencje.&lt;br /&gt;52. Wszyscy niezatrudnieni bogacze, kontrrewolucjoniści, prawicowcy itp. mają się udać na wieś i zająć pracą produkcyjną.&lt;br /&gt;65. Obala się system głowy rodziny. Mlodzież ma prawo krytykowania rodziców i starszych członków rodziny. [...]&lt;br /&gt;69. Osobom poniżej 35 roku życia zakazuje się palenia tytoniu i picia alkoholu.&lt;br /&gt;76. Proponujemy by ludzie, którzy udadzą się do kina, by krytykować złe filmy, nie oplacali wstępu. [...]&lt;br /&gt;85. Zabrania się produkowania dużej ilości miękko wyściełanych krzeseł i kanap.&lt;br /&gt;89. Lekarzom zabrania się wypisywania recept w języku angielskim. [...]&lt;br /&gt;92. W programach szkolnych należy wysunąc na pierwsze miejsce ćwiczenia fizyczne, pracę fizyczną i szkolenie wojskowe.&lt;br /&gt;93. Trzeba obalić feudalne stosunki panujące w szkole pomiędzy uczniem,a nauczycielem. Ich miejsce musi zająć stosunek całkowitej równości obu stron. [...]"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki był Mao.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest tylko wycinek tematu. Może się to wydawać śmieszne. Ale nie jest. Mówiłem tu tylko o fantazji Mao, a w Chinach w tamtym czasie działo się (i dzieje teraz) dużo więcej. Dużo, dużo więcej.&lt;br /&gt;Jeśli myślicie, że to było apogeum, że już gorzej być nie może - proponuję poczytać o Kambodży, o krajach Afryki w okresie wojen po dekolonizacji, ewentualnie przypomnieć sobie Stalina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Chinach umarł Mao, nastąpila niewielka liberalizacja, ale to nadal jest reżim. Który prowadzi eksterminację Nepalu, który całkowicie tępi prawa człowieka i wolność słowa. A wszyscy udają, że tego nie widzą. Bo taniej tam fabryki stawiać. Tak, USA mówi o szerzeniu demokracji, praw człowieka i idei Zachodu na świecie... To bujda. I dowodów na to nie trzeba daleko szukać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-6762598672241371556?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/6762598672241371556/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=6762598672241371556&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/6762598672241371556'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/6762598672241371556'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/08/o-fantazji-mao-tse-tunga.html' title='O fantazji Mao Tse-Tunga'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-7881592323251052831</id><published>2007-08-02T01:02:00.000+02:00</published><updated>2007-09-03T00:19:10.943+02:00</updated><title type='text'>Mamo, bo córka Giertycha chodzi do lepszej szkoły!</title><content type='html'>Tak sobie przeglądałem różne serwisy z newsami i trafiłem na tą (nie nową już) wiadomość:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;""Fakt": Odrapane ściany i rozklekotane ławki. W takich warunkach uczy się większość z 380 tys. polskich 6-latków. Ale nie córka ministra edukacji.&lt;br /&gt;Córka Romana Giertycha, Marysia chodzi do zerówki w ekskluzywnej prywatnej szkole. Za miesiąc nauki córki Giertych płaci 590 zł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jedna z najlepszych prywatnych szkół w stolicy. Wykwalifikowana kadra, pierwszorzędne wyposażenie sal i nauka dwóch języków: francuskiego i angielskiego. Regularne wizyty na basenie i lekcje baletu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Giertych zdecydował się inwestować w edukację córki i posłał ją właśnie do tej szkoły. Najwidoczniej jako minister edukacji doskonale zdaje sobie sprawę, w jakich tragicznych warunkach uczą się choćby te dzieci, które chodzą do państwowej podstawówki niedaleko willi ministra w podwarszawskich Łomiankach. W tamtejszej szkółce klasy są tak przepełnione, że 48 uczniów przychodzi na tzw. drugą zmianę - opisuje dziennik."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taak... Idiotyzm (albo niepochamowana żądza zrobienia sensacji z byle cego) autora tej wiadomości jest godny podziwu. Skandal, bo córka wicepremiera i ministra edukacji chodzi do 'lepszej' szkoły (czy tam zerówki). Też mi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, ja wiem, o co tu chodzi. Mamy tu do czynienia z "Faktem", najbardziej poczytną gazetą w Polsce. Która żeruje na ciemnocie, debilizmie i najniższych instynktach. Do tego posługuje się morzem manipulacji oraz rzeszą kłamstw i przekrętów.&lt;br /&gt;Zapytam: jaka jest reakcja przeciętnego rodzica, ze statystycznej Polskiej rodziny (czyli takiej, której się nie przelewa), po przeczytaniu takiej wiadomości? Oburzenie. Bo dziecko Giertycha sobie chodzi do 'elitarnej' szkoły, a moje musi chodzić gdzieś, gdzie są beznadziejne warunki. Pieprzone dziady w tym rządzie! Obywatele głodują, na pielęgniarki pieniędzy nie ma, a ci sobie dzieci do płatnych szkół posyłają. O nie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja mówię - tak. Dlaczego niby nie? Ma pieniądze, to niech posyła, gdzie chce. Może jeszcze powinien jeździć maluchem, żeby było sprawiedliwie? &lt;br /&gt;W pewnych sprawach posłowie przeginają. Tak, może pieniędzy dostają za duzo.&lt;br /&gt;Może mają gdzieś dobro kraju i troszczą się tylko o swoje.&lt;br /&gt;Ale władza ma przywileje i je mieć musi. Między innymi standard życia powyżej średniej.&lt;br /&gt;Jakoś nikt nie narzeka, że dzieci biznesmenów chodzą do prywatnyvh szkół, ale jeśli chodzi o córkę ministra edukacji, to krzyk. Założę się, że każdy, KAŻDY rodzic, gdyby tylko miał dość pieniędzy, to posłałby swoje dziecko do lepszej szkoły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkurza mnie to całe najeżdżanie na Kaczyńskich, rząd i Giertycha. Sam ich nie lubię, ale jak krzyczeć i krytykowac - to rzetelnie, z rozumem i argumentacją. A to, co kawałek wyżej napisał "Fakt", i to, co robi duża część mediów mediów to zwykłe doczepianie się do wyrwanych z kontekstu spraw, szkalowanie, szykanowanie. Chamstwo. Nie cierpię czegoś takiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak ktoś przez zazdrość nienawidzi Giertycha (czy innego polityka), nie jest w stanie znieść tego, że on ma lepiej (finansowo), to może tylko sobie pluć w brodę - było zostać politykiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak przy okazji, skoro już mówię o "Fakcie". Dziwię się - szczerze mówiąc - ludziom, którzy to czytają. I w to wierzą. Wiele gazet kłamie. Ale robią to tak, że czytając dany artykuł człowiek tego nie wyłapie tak łatwo. Musi dokładnie przeanalizować, poszukać, zastanowić się, o co naprawdę chodzi. A w "Fakcie"? Pięcdziesiąt wykrzykników, nagłówek na pół strony (o treści w stylu "Wstydź się zbrodniarzu!!!!!"), dwa wielkie zdjęcia (w omawianym artykule zapewne szkoła 'elitarna' gdzie chodzi córka ministra i obok jakaś najgorsza szkoła w zapadłej mieścinie, gdzie chodzi "reszta" dzieci, lub coś w tym guście) pokazujące zazwyczaj żałosny kontrast, lub odwołanie do jakiegoś dramatycznego wydarzenia z przeszłości (często bardzo dalekiej), które nijak się ma do opisywanego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Apropo sprawy przeszłości, to przypomniał mi się artykuł (też z "Faktu"), gdzie kolejny skandal wybuchł w szkole-gdzieś-tam. Artykuł głosił, że uzdolniony uczeń wymyślił i stworzył makabryczną grę komputerową, w której lata się z nożem i pistoletem po jego szkole. Oraz, że ta gra była zamieszczona na stronie internetowej tej placówki. Dodatkowo odwołanie do tragicznego wydarzenia sprzed siedmiu lat, gdzie do innej szkoły-gdzieś-tam wpadł uczeń z siekierą i zaatakował nauczycieli, bo (podobno) grał za dużo w jakąś grę komputerową i mu się inna wizja świata objawiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz troche przemyśleń:&lt;br /&gt;- co jest makabrycznego w BIEGANIU z nożem i pistoletem po szkole (o zabijaniu nie było mowy)?&lt;br /&gt;- co ma wydarzenie sprzed siedmiu lat, do obecnego? Bo 'gra komputerowa'? To może przy każdym morderstwie z użyciem noża też przytaczać wszystkie poprzednie (im starsze, tym lepsze, w najbliższym artykule proponuję przywołać modrerstwo na Cezarze w senacie) z jego użyciem?&lt;br /&gt;- ta gra, którą "wymyślił" uczeń, to "Half Life: Counter-Strike". Została 'wymyślona'... dawno temu i nie przez niego. To, co on stworzył to tylko mapa, plansza, przedstawiająca jego szkołę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wnioski: kłamstwo i manipulacja. I robienie z kału sensacji, że się tak dobitnie wyrażę. Taki właśnie jest "Fakt"... Ręce opadają&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-7881592323251052831?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/7881592323251052831/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=7881592323251052831&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/7881592323251052831'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/7881592323251052831'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/08/mamo-bo-crka-girtycha-chodzi-do-lepszej.html' title='Mamo, bo córka Giertycha chodzi do lepszej szkoły!'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-5141631158550935785</id><published>2007-08-01T22:55:00.000+02:00</published><updated>2007-08-02T00:33:52.576+02:00</updated><title type='text'>Studia</title><content type='html'>W czasie zaledwie tygodnia zdążyłem być studentem dwóch kierunków na UJcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się 17go Lipca, kiedy zostały opublikowane (pierwsze) listy rankingowe. &lt;br /&gt;Na swoim koncie elektronicznej rejestracji UJ zobaczyłem:&lt;br /&gt;Japonistyka - lista rezerwowa&lt;br /&gt;Studia Porównawcze Cywilizacji - lista rezerwowa&lt;br /&gt;Filozofia - zakwalifikowany do przyjęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój świetny nastrój po dobrych wynikach z matury trochę prysł. O ile byłem w stanie zrozumieć PSC, gdzie liczyła się historia, a więc moje 54% mnie pociągnęły w dół, to nie byłem w stanie zrozumieć Japonistyki. Limit przyjęcia - 374/400 punktow (93% chyba). A ja miałem 344/400 (86%). Wydawało mi się, że to BARDZO dobry wynik, okazało się, że nie. Byłem (jestem) 64ty na liście, a więc 46 osób musiałoby (musi) zrezygnować, żebym się dostał. Paranoja...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowe listy miały pojawić się 24go Lipca. Do tego czasu musiałem jednak dokonać wpisu na Filozofię, jeśli chciałem ją studiować. A wyboru nie miałem, bo jeśli nie wskoczyłbym z list rezerwowych i odpuścił Filozofię, to bym był jedną nogą w wojsku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc 23go Lipca dokonałem wpisu na Filozofię, tylko po to, żeby 24go dowiedzieć się, o przyjęciu na PSC. 25go poszedłem więc odebrać papiery z Filozofii, a od 29go jestem studentem PSC:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak jak o tym myślę, to jest to chyba najlepszy kierunek. Filozofia jest nie dla mnie (jak czytałem katalog kursów, to nie bardzo się w tym odnajdywałem). Ludzie też tam są jacyś... no filozofowie w końcu:). Japonistyka natomiast...  mam tam naukę Japońskiego (bardzo intensywną), masę wiadomości o kulturze (głównie tradycyjnej) i historii Japonii, grupę 20 osób i stypendia (chyba) tylko do Japonii. &lt;br /&gt;Historia i kultura Japonii aż tak bardzo mnie nie pasjonuje, żebym miał jej życie poświęcać. Boję się, że będzie tam panować 'wyścig szczurów'  - wystarczy spojrzeć na listę. No i chyba rzecz najważniejsza - po PSC mam niesamowicie szeroką, ciekawą i (wg mnie) przydatną wiedzę, po Japonistyce jestem bardzo wyspecjalizowany w dawnej Japonii. Języka na PSC również się mogę uzcyć, oferta stypendialna jest ponoć bardzo ciekawa:)&lt;br /&gt;Mogę więc uznać opcję 'b', za załatwioną. Bo choć to nie to, o czym pisałem, to doszedłem do wniosku, że to najlepsza dla mnie opcja (w Polsce).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bitwa o przyszłość została wygrana. Mogę spać spokojnie i bez stresów marnować czas do końca września.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-5141631158550935785?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/5141631158550935785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=5141631158550935785&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/5141631158550935785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/5141631158550935785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/08/studia.html' title='Studia'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-8366046845343075882</id><published>2007-07-06T16:25:00.000+02:00</published><updated>2007-08-01T22:48:56.903+02:00</updated><title type='text'>Chanoyu</title><content type='html'>O Japońskiej Ceremonii Parzenia Herbaty - Chanoyu - pisałem już przy okazji uroczystości w Centrum Manggha. Ale wypada powiedzieć, na czym to w ogóle polega.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie ludzie na zdanie "Moja robić japońska ceremonia herbaty" reagują w dwojaki sposób:&lt;br /&gt;- albo śmiechem, że się bawię w głupoty&lt;br /&gt;- albo niezrozumieniem, bo jak z zalewania torebki liptona można zrobić ceremonię i przeżycie duchowe.&lt;br /&gt;Często te dwie opinie się zresztą łączą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety mało kto naprawdę stara się w to zagłebić, albo chociaż zrozumieć. Cóż, ja nikogo nie zmuszam, ale gadanie, że coś jest głupie/śmieszne/bez sensu, bez poznania tego nie świadczy o szerokim światopoglądzie. Wszyscy jednak ci, którzy chcą się czegoś dowiedzieć, niech czytają dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym tak naprawdę polega więc Chanoyu? &lt;br /&gt;Może najpierw trochę etymologii... Słowo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Chado&lt;/span&gt; oznaczające ceremonię herbacianą (w sensie jednego spotkania, w którym jest ona praktykowana), zawiera w sobie dwa inne. '&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cha&lt;/span&gt;' to po Japońsku herbata, zaś '&lt;span style="font-style:italic;"&gt;do&lt;/span&gt;', oznacza drogę (jak Ken&lt;b&gt;do&lt;/b&gt;, Ju&lt;b&gt;do&lt;/b&gt;). Ktoś, kto miał styczność z czymś z '&lt;span style="font-style:italic;"&gt;-do&lt;/span&gt;' w nazwie, zapewne już ma ogólne pojęcie, o co chodzi.&lt;br /&gt;Pozostałym śpieszę z wyjaśnieniem. W Chanoyu nie chodzi o sam fakt zaparzania tej herbaty (zalewanie jej wrzątkiem). Na dobrą sprawę herbaty mogło by nie być. '&lt;span style="font-style:italic;"&gt;-do&lt;/span&gt;' w nazwie jest odpowiednikiem rozwoju człowieka, jakiejś głębszej idei. I tak też jest z ceremonią herbacianą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ma ona bardzo uroczysty charakter, choć cała otoczka jest dość surowa i daleka od przepychu. Tradycyjnie odbywa się w specjalnym pawilonie zbudowanym w (również) specjalnym ogrodzie, ale na dobrą sprawę wystarczy pomieszczenie w domu, wyłożone matami tatami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skupmy się na tradycyjnej ceremonii herbacianej, tej w specjalnie do tego przygotowanym pawilonie i ogrodzie. Cała materialna otoczka od momentu przekroczenia bramy do ogrodu, poprzez spacer przezeń, krótki postój przy źródełku w celu umycia rąk, aż po wkroczenie do pawilonu, ma sprawiać wrażenie iluzorycznego świata, jakby oderwanego od naszej codziennej rzeczywistości. Do pawilonu wchodzi się przez niskie wejście (trzeba kucnąć). Od tego momentu wszyscy są równi. Choćby z jednym pawilonie zasiadł japoński cesarz, a obok niego zwykły przeciętny człowiek, to w tym jednym miejscu są oni sobie równi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wnętrze pawilonu również jest bardzo skromnie urządzone. Znajduje się tu tylko zwój z wykaligafowaną sentencją zen (nawiązującą do okazji lub pory roku), zawieszony w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tokonoma&lt;/span&gt; - specjalnej wnęce. Oprócz tego może znajdować się również jeden, starannie dobrany kwiat (podobnie jak zwój odpowiedni porze roku). Umeblowanie i pozostały wystrój jest bardzo skromny i wyznaczony przez dwie zasady: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wabi&lt;/span&gt; (ubóstwo, prostota) i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sabi&lt;/span&gt; (powściągliwość, stonowane kolory).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Goście siadają wokół paleniska, każdy w określonym miejscu. Jest to ważne, gdyż pierwszy gość (ten na najwyższym miejscu) ma podczas ceremonii równie ważne zadanie, co gospodarz. On wymienia z gospodarzem wszelkie grzeczności, on prowadzi z nim rozmowę, on decyduje, kiedy gospodarz ma zakończyć ceremonię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmowa dotyczy najczęściej utensyliów, które są w ceremonii używane, zwoju, wystroju pawilonu. Rozmawia się o rzeczach związanych z ceremonią, gdyż poruszanie 'codziennych' spraw nie jest mile widziane. Zaś rozmowa o śmierci, chorobach, czy nieszczęściu jest już skrajnym nietaktem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw goście częstowani są lekkim posiłkiem, po czym wychodzą do ogrodu, a gospodarz przygotowuje się do ceremonii, jako takiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie zaczyna się główna część spotkania. Gospodarz parzy herbatę dla każdego z gości. Najpierw (symbolicznie) czyści utensylia, następnie dokładnie ustalonymi ruchami nasypuje sproszkowanej zielonej herbaty do czarki (przy pomocy bambusowej łyżeczki) i prosi gości o częstowanie się wcześniej podanymi słodyczami (herbata jest gorzka). Następnie zalewa czarkę wodą i miesza bambusowym pędzlem (który wygląda prawie jak pędzel do golenia), aż herbata całkowicie się rozpuści. Podaje ją gościom po kolei, powtarzając za każdym razem te czynności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zakończeniu ceremonii goście dziękują gospodarzowi i oglądają jeszcze utensylia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak to wygląda, gdy obserwuje to ktoś trzeci. Ale jest też w tym wszystkim warstwa duchowa. &lt;br /&gt;Najważniejsze ideały herbaty wyrażają cztery słowa: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wa, kei, sei, jaku&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wa&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;oznacza harmonię, jaka powinna panować w stosunkach międzyludzkich, oraz pomiędzy człowiekiem, a wszystkim, co go otacza. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kei&lt;/span&gt; oznacza szacunek. Szacunek do wszystkich ludzi i rzeczy. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sei&lt;/span&gt; to czystość, zarówno fizyczna jak i duchowa. Zaś &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jaku&lt;/span&gt; oznacza spokój, stan pokoju ducha. Ludzie herbaty - w oparciu o te ideały - uczą się troszczyć o każdy szczegół oraz starają się doskonalić samych siebie.&lt;br /&gt;O to tak naprawdę chodzi. Aby zatroszczyć się o każdy szczegół, dobrać utensylia stosownie do pory roku, rangi spotkania, gości. Aby dokładnie przestrzegać trudnej etykiety. Aby podejść do tego, nie tylko jak do parzenia kubkowego liptona, czy jak do orientalnej ciekawostki, ale jako do duchowego przeżycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każda ceremonia herbaciana jest niesamowita i jedyna w swoim rodzaju. Ma naprawdę unikalną atmosferę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opisałem wersję bardzo tradycyjną. Dzisiaj mało kto ma w Japonii specjalny herbaciany pawilon, nie mówiąc już o ogrodzie. Mało kto też ma na tyle utensyliów, aby je dość dobrze dobrać. Dodatkowo nie wszyscy znają dokładnie etykietę i zasady rządzące Chanoyu. Jest to zrozumiałe - nauka jest długotrwała, często kosztowna ( odmian ceremonii jest masa, a ćwiczyć trzeba dużo), podobnie jak utensylia, na pawilon/ogród mało kto ma miejsce. &lt;br /&gt;W praktyce najczęściej ceremonie odbywają sie w pokoju wyłożonym matami tatami, utensylia nie zawsze są odpowiednio dopasowane, czasem brak nawet zwoju, goście i gospodarz nie wymagają od siebie mistrzowskiego opanowania etykiety i reguł. No i ograniczają się do samej ceremonii, bez posiłku. Choć wiadomo - każdy stara się, na ile potrafi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale sam Daisousho na spotkaniu w Mandze mówił: Ceremonia wydaje się bardzo ograniczać człowieka. Ale tak nie jest. Tak naprawdę ona ma dawać wolność. W gruncie rzeczy nie jest ważne to, gdzie ona sie odbywa, czy są odpowiednie utensylia, w jakim stopniu zgromadzeni umieją ją przeprowadzać. Na dobrą sprawę mogłoby nie być herbaty. Chodzi o to, by na chwilę wyłączyć się od całego zgiełku. Poczuć w sobie&lt;span style="font-style:italic;"&gt; wa, kei, sei, jaku&lt;/span&gt;. Wyjść z takiej ceremonii lepszym i o coś wzbogaconym. Wtedy można mówić o "udanej czarce herbaty".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę to pomieszane? W skrócie chodzi o to, że gospodarz (oraz goście) ma się starać przeprowadzić spotkanie jak najbliższe ideałowi. Dobrać utensylia jak dobrze jest w stanie, przeprowadzić ceremonię jak najlepiej umie. Ale to, że nie ma np. odpowiedniego zwoju na zimę, czy czarki pasującej do reszty utesyliów, lub też jeśli zdarza mu się popełnić błąd przy samym parzeniu nie jest wystarczającą przeszkodą, aby do spotkania nie doszło. Ważne są starania i przeżycie wewnętrzne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ktoś chce się dowiedzieć więcej, zawsze może mnie zapytać:) &lt;br /&gt;Polecam też książkę napisaną przez Daisousho, a wydaną niedawno w Polsce:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sen Soshitsu, O duchu herbaty. Poznań 2007, Jeżeli P To Q Wydawnictwo&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; traktującą oczywiście o herbacie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-8366046845343075882?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/8366046845343075882/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=8366046845343075882&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/8366046845343075882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/8366046845343075882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/07/chanoyu.html' title='Chanoyu'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-383471982960962488</id><published>2007-07-05T02:45:00.001+02:00</published><updated>2007-08-01T22:55:50.959+02:00</updated><title type='text'>Matura - final</title><content type='html'>No i przyszły wyniki matur. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokładnie 29 Czerwca o godzinie 9 rano z najwyższym możliwym trudem wstałem z łóżka. I tak za późno, bo wyniki można było odbierać od 9 do 10. Zdążyłem jednak, byłem nawet całe nieskończone pięć minut przed 10 w szkole. Spotkałem kilku znajomych z klasy i poszedłem - po wyrok. Z duszą na ramieniu, potem na czole, ssaniem w żołądku (nic nie jadłem) i bólem w nogach (buty). Modliłem się, żeby zdać historię.&lt;br /&gt;Usiadłem, bo mi sie kazali na czymś podpisać. Czytam, co to jest - jakiś świstek, że zostałem poinformowany o terminach składania wniosków o poprawę matury (jeśli się nie zdało lub się chce więcej punktów). Zbladłem zastanawiając się, czy takie świstki dają każdemu, czy tylko tym, którzy nie zdali. Dostałem świadectwo i...&lt;br /&gt;I co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wyniki przeszły moje najśmielsze oczekiwania!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż mi szczęka opadła. Na świadectwie widnieje, jak niżej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polski ustny 100% (hehe)&lt;br /&gt;Polski podstawowy (przeliczenie z rozszerzonego) 90%&lt;br /&gt;Polski rozszerzony 88% (najwyższy w szkole)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygrzebałem szczękę gdzieś z okolic dziesiątego metra pod ziemią, a na twarzy zagościł mi uśmiech w kształcie banana. Mowiłem, ze polski ustny to były jaja? Że niby robienie od 12 do 2 w nocy prezentacji na następny dzień, która zajęła pół strony i zdobycie za nią maksimum pukntów, to są jaja? Ależ nie, w porównaniu z pisemnym polskim rozszerzonym, to nie są jaja! Już wyjaśniam, dlaczego! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawdzając po maturze "przykładowe odpowiedzi" przeczytałem jak wygląda sztandarowe wypracowanie, które i ja pisałem (porównać dwa obrazy prowincji w tekstach Brunona Shultza i Gustawa Flauberta). Załamałem się, bo oba teksty zinterpretowałem, jako negatywne, a tutaj jeden z nich rzekomo gloryfikował prowincję. Teraz wiadomo chyba, dlaczego tak zdziwiło mnie 88% z Polskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opanowałem się dopiero po chwili i czytałem dalej:&lt;br /&gt;Angielski ustny rozszerzony 85% &lt;br /&gt;Angielski podstawowy (przelicznik) 84%&lt;br /&gt;Angielski rozszerzony 81%&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu było szczerze mówiąc gorzej, niż się spodziewałem. Niestety, wypracowanie, które zawsze (na maturze próbnej jak i na lekcjach) pisałem na 15-17/18 punktów, teraz napisałem na 11. Stąd te 10% mniej, niż zakładałem. Ale nie ma co narzekać, 81% to też bardzo dobry wynik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec historia. Zdałem czy nie? ...Ha! Zdałem!:&lt;br /&gt;Podstawowa (przeliccznik) 61%&lt;br /&gt;Rozszerzona 54%&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jest to dobry wynik, nie. Ale biorąc pod uwagę, jak totalnie sobie olałem historię (z czego wcale nie jestem dumny) - nawet książki nie otworzyłem, nawet podstawowych dat nie znałem, to jest to wynik bardzo dobry. Co ciekawe - ludzie, którzy mieli historię w małym palcu, też napisali na ~50% (jedna tylko dziewczyna miała ponad 70%). W sumie to mnie to zdziwiło, bo po tych osobach spodziewałem się dużo lepszych wyników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując - maturę zdałem DUŻO lepiej, niż się spodziewałem. Mały poślizg w angielskim, nadrobiłem całkowicie polskim. Bo i angielski i polski brane pod uwagę są na japonistyce, na którą się wybieram. A z taką ilością punktów mam duże szanse się dostać. Yatta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak działa przelicznik? Począwszy od tego roku nie pisze się poziomu podstawowego, jeśli ktoś wybrał poziom rozszerzony. W zamian za to wynik jest podstawiany do specjalnej tabelki, która pokazuje jakiej ilości punktów z podstawy odpowiada wynik z rozszerzenia. Było dużo dyskusji na temat sensowności tej tabelki. Nie bedę się teraz nad tym rozwodził, mnie to nie dotknęło.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-383471982960962488?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/383471982960962488/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=383471982960962488&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/383471982960962488'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/383471982960962488'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/07/matura-final.html' title='Matura - final'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-97983019921443913</id><published>2007-06-25T16:37:00.000+02:00</published><updated>2007-08-01T22:38:37.078+02:00</updated><title type='text'>O herbacie, wizycie Daisousho i wydarzeniach pobocznych w trzech i 1/2 aktu.</title><content type='html'>Ostatnimi czasy zostały mi wyjęte trzy dni (właściwie to trzy i pół) z życia. A wszystko za sprawą wizyty mistrza &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Japońska_ceremonia_picia_herbaty"&gt;japońskiej ceremonii parzenia herbaty&lt;/a&gt;  i byłej głowy rodu &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Urasenke"&gt;Urasenke&lt;/a&gt; - Daisousho Genshitsu Sena XV. W czasie wizyty otwarto fifię szkoły Uraenkę w Polsce (a właściwie to dwie, bo w Warszawie też, ale ja wydarzenia warszawskie pominę - jako że mnie tam nie było) oraz ofiarowano czarkę herbaty w intencji pokoju podczas mszy św. w Bazylice Mariackiej. Oprócz tego było mnóstwo przygotowań, herbaty, Japończyków (i Japonek), herbaty, chaosu, miłych chwil i oczywiście herbaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Środa&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środę działo się najmniej (nie licząc soboty). Co nie znaczy, że mało. Jako że (prawie) cała banda z Japonii dopiero jechała z Warszawy, to na ten dzień nie było nic oficjalnego zaplanowane. Ale było mnóstwo przygotowań. Dlatego też grupa uderzeniowa pod kryptonimem Senshinan (znana niektórym również jako Krakowscy adepci ceremonii herbacianej) zjawiła się w Centrum Manggha w celu dokonania owych właśnie przygotowań. Szybko jednak wszystko zaczęło się plątać. Okazało się, że (wbrew wcześniejszemu planowi) nie jedziemy witać Daisousho na dworcu (PKP oczywiście), a że Yamaguchi-sensei (Japonka, która sprawuje nad nami pieczę, bardzo miła i czyniąca każde przygotowania niesamowitą przygodą i survivalem) do nas nie dotarła, więc nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Zamiast niej przyjechało kilku Japończyków od Urasenke + kilka Japonek od Yamaguchi-sensei (Pani profesor przyjechała z grupą swoich uczniów). W skrócie jednak wyszło na to, ze i tak wszystko robili sami. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFMp84lRsI/AAAAAAAAARA/OLcvTTDabzE/s1600-h/2007_06_22+(273).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFMp84lRsI/AAAAAAAAARA/OLcvTTDabzE/s320/2007_06_22+(273).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089433337507169986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak czas leciał, kiedy okazało się, że jednak jedziemy przywitać Daisousho, tyle, że do Sheratona (jak będę wydalającym pieniądze Japończykiem w którymś z przyszłych wcieleń, to też tam się będę kwaterował), gdzie miał on (i reszta grupy z Urasenke) nocować. Pojechaliśmy, przywitaliśmy, Genshitsu Sen okazał się bardzo miłym człowiekiem (nie po raz ostatni), po czym wróciliśmy do Mangghi, gdzie okazało się, że dalej nie ma dla nas żadnej konkretnej roboty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie dołączyła do nas też Yumiko - Japonka mieszkająca już długo w Polsce. Yumiko wykłada na Japonistyce w Krakowie i pomimo, że ma już (na oko, mogę się mylić, bo z japonkami to nigdy nie wiadomo) 30-40 lat (taki myślę bezpieczny przedział:P), to rozmawia się z nią prawie jak z rówieśnikiem. Niezwykle sympatyczna i pomocna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że roboty dalej nie było widac... Więc grupa uderzeniowa udała się do domów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podumowując - w środę wysprzątaliśmy pawilon, posegregowaliśmy (a właściwie to Japońska część ekipy to robiła) część utensyliów, które Urasenke przysłało lub przywiozło (a jest tego naprawdę dużo!), przywitaliśmy Daisousho i na tym się z grubsza skończyło, chyba, że mam słabą pamięć i już zdążyłem zapomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;Przy okazji środy wyjaśnię, kto reprezentował Japonię, jako, że może się to wydawać zawiłe, a było trochę gości:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Grupa z Urasenke:&lt;br /&gt;- Diasousho&lt;br /&gt;- Szychy z Urasenke (wysocy rangą nauczyciele) i osoby z administracji szkoły +/- 10 osób&lt;br /&gt;- Yuko Tsukise, sympatyczna i dość młoda kobitka, pełniąca rolę nie do końca odgadniętą dla mnie... Coś w okolicach sekretarki, osoby odpowiedzialnej za organizację i Bóg wie, co jeszcze&lt;br /&gt;- Grupa Japonek do pomocy (w liczbie 10+, nie potrafię dokładnie powiedzieć) związanych najczęściej luźno z Urasenke, wszystkie oczywiście ceremonię parzenia herbaty mają opanowaną. Ta grupa pracowała w Warszawie, w Krakowie miała wolne. Cztery z nich potem poznałem&lt;br /&gt;- Nadworny fotograf, czyli człowiek z wypasioną lustrzanką, chodzący i robiący zdjęcia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Grupa Pani Profesor:&lt;br /&gt;- Czyli Yamaguchi-sensei we własnej osobie&lt;br /&gt;- Grupa Japonek do pomocy (uczennic  Pani profesor), około 20 osób.&lt;br /&gt;Grupa ta była oczywiście również z Urasenke związana, jako, że tam się uczyła ceremonii parzenia herbaty, jednak przyjechała osobno i zarządzała sobą osobno&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Japończycy mieszkający w Polsce, czyli:&lt;br /&gt;- Kazu, Japończyk. Ciężko wymienić jego zadania i zasługi tutaj, wystarczy powiedzieć, że bez niego by się to wszystko nie odbyło&lt;br /&gt;- Yumiko, o której już była mowa. Yumiko głównie wcielała się w rolę tłumaczki.&lt;br /&gt;- Widziałem też inne osoby z Japonii na stałę mieszkające w Polsce, ale nie miały one juz takiej roli tutaj, by je wymieniać. Jest też możliwość, że o kimś nie wiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Była też wykładowczyni z Uniwersytetu Warszawskiego, która prowadzi warszawską grupę herbatki, na imię ma Michiru Sugimoto (chyba).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałem lub nie poprzekręcałem, jeśli tak, to przepraszam&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czwartek&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFPIs4lRtI/AAAAAAAAARI/yvzC6sMs4Cw/s1600-h/kyoukai+(1).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFPIs4lRtI/AAAAAAAAARI/yvzC6sMs4Cw/s320/kyoukai+(1).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089436064811402962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czwartek obfitował w najważniejsze wydarzenie, czyli ofiarowanie herbaty. O 9:45 miała się rozpocząć msza św., jednak my (czyli Senshinan) mieliśmy być wcześniej, bo o 7, żeby pomóc w przygotowaniach. Niestety ja - za co jest mi szczerze wstyd - nie wstałem i ledwo zdążyłem na samą mszę (ale podobno i tak nie było zbyt wiele do roboty^^).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc przez Rynek trafiłem akurat na Japonki (na pewno z grupy Yamaguchi-sensei, ale chyba i grupa z Urasenke tam była) dreptające w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kimono"&gt;Kimonach&lt;/a&gt; przez Rynek. Widok absolutnie niesamowity. Gdyby się to działo na ruchliwym skrzyżowaniu, to do dziś mówiono by o największym karambolu w ostatnich latach (ludzie zachowywali się, jak małe dziecko, które pierwszy raz poszło do zoo). Nie miałem aparatu (niestety) ze sobą, więc tego nie uwieczniłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama msza też była niesamowita. Ponad 30 Japonek w kimonach, rzesza innych Japończyków, niezwykły nastrój Bazyliki Mariackiej, ceremonia wykonana przez Daisousho i ofiarowanie herbaty, kazanie księdza, śpiew chóru... Przeżycie naprawdę jedyne w swoim rodzaju. Daisousho aż się wzruszył. Szkoda, że zwyczajne msze nie są odprawiane z takim zaangażowaniem (chodzi tu też o zaangażowanie zgromadzonych).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFQh84lRuI/AAAAAAAAARQ/xnnWnsU0s0E/s1600-h/kyoukai.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFQh84lRuI/AAAAAAAAARQ/xnnWnsU0s0E/s320/kyoukai.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089437598114727650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFQ-s4lRvI/AAAAAAAAARY/M3R-5H3rAok/s1600-h/kyoukai+(13).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFQ-s4lRvI/AAAAAAAAARY/M3R-5H3rAok/s320/kyoukai+(13).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089438092035966706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wypada wytłumaczyć, na czym takie ofiarowanie polega. Kencha shiki, czyli ofiarowanie herbaty, to bardzo formalna i uroczysta ceremonia, podczas której czarka herbaty nie jest podawana gościowi, a zostaje ofiarowana w konkretnej intencji (w tym wypadku - pokoju). Takie ofiarowania odbyły się tylko w kilku miejscach na świecie - na Węgrzech, w Anglii, Rosji, Niemczech, Francji, Czechach i we Włoszech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykłe było to połączenie kultur Polskiej (chrześcijańskiej) i Japońskiej. Nie potrafię tego przekazać, trzeba było w tym uczestniczyć, aby to zrozumieć. Niestety musicie mi uwieryć na słowo... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po mszy nastąpiło częstowanie herbatą. Częstowaliśmy księży, chór, który dla nas śpiewał, Japończyków i wszystkich vipów (m.in. Adrzeja Wajdę). Tak się złożyło akurat, że podawałem herbatę człowiekowi, który dziesięć dni wcześniej prowadził ze mną rozmowę kwalifikacyjną na stypendium. Poznał mnie oczywiście. Ale mi się ręce zatrzęsły...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie msza święta udała się doskonale, obie strony (zarówno Polska i Japońska) były zachwycone, osoby ją organizujące (szczególnie Ola od nas z grupy, która pracuje w Mandze) dostały wielkie pochwały. Trzeba przyznać, że zasłużenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przybyliśmy do Mangghi, gdzie przećwiczyliśmy (Szymon przećwiczył) ceremonię z panią Sugimoto. Jak zwykle od siedzenia w stylu japońskim niemalże odpadły mi nogi, ale przywykłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalszą część dnia zajęły (znowu i nie po raz ostatni) przygotowania w Centrum Manggha.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFTQs4lRwI/AAAAAAAAARg/L7vy8EdoT4I/s1600-h/kyoukai+no+ato+(2).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFTQs4lRwI/AAAAAAAAARg/L7vy8EdoT4I/s320/kyoukai+no+ato+(2).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089440600296867586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przygotowania, które wyglądały dość podobnie do tych z dnia poprzedniego. Chociaz nie do końca, bo o ile chaosu było tyle samo, to roboty było dużo. Między innymi noszenie mat &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Tatami"&gt;Tatami&lt;/a&gt;. Dostałem też wielce ambitne zadanie, za które kiedyś zabiję Ewę (naszą nauczycielkę, dziewczyna była w Kioto i przez rok uczyła się tam ceremonii herbacianej) - czyszczenie kuchenki elekrycznej, którą ktoś tam przyniósł, bo 'będzie potrebna na piątek'. Nie wiem, czego trzeba by użyć, żeby to wyczyścić, chyba jakiegoś stężonego kwasu, bo żaden 'zwykły' środek czyszczący nie przynosił efektów. Po godzinie *szuru szuru* dotarło do mnie, że prędzej zetrze się to, czym szoruję, niż powierzchnia szorowana i że warto zasięgnąć fachowej rady. Jako typowy facet, który niestety w takich sprawach leży na całej linii, udałem się więc ze smutną miną i błagalnym spojrzeniem do pani Ewy z sekretariatu (to nie ta Ewa, która nas uczy), po jakiś lepszy środek czyszczący, tudzież dłuto, ew. kilof. Pani Ewa chyba przejęła się moim losem i poszliśmy 'czegoś' szukać. 'Coś' znaleźliśmy, jednak i to nie dawało zadowalających reluztatów, a ja powoli przestawałem czuć rękę (1,5h szorowania i wcześniej noszenie nie_tak_lekkich_jak_się_wydaje mat Tatami robi swoje). Więc pani Ewa uparła się, żebym to zostawił, niech sobie postoi z tym 'cusiem', może się rozmiękczy i że ona to jeszcze następnego dnia spróbuje wyczyścić. No i się uparła, więc skapitulowałem. Ogólnie rzecz biorąc pani Ewa jest osobą wprost nieprawdopodobnie życzliwą i pomocną, a przy tym całkiem ładną:) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po wydostaniu się z piekła czyszczenia kuchenki (przy którym chyba zniszczyłem sobie koszulę) trafiłem pod strzechę Japońskich 'gospodyń domowych' (w liczbie pięciu), które zajmowały się dalszym segregowaniem utensyliów. W skrócie mogę powiedzieć tak: jeśli jesteś (młodym) facetem, nie znasz japońskiego ani japońskich metod pracy i masz trafić do pomocy japońskim 'gospodyniom domowym', które dodatkowo są pasjonatkami herbatki i segregują utensylia, to uciekaj. Szybko, zdecydowanie i byle dalej. Gdyby one zwolniły tempo pięciokrotnie to i tak bym nie nadążał. Chociaz po pewnym czasie zacząłem łapać, na jakich zasadach się opierał podział ról i sama praca, więc udało mi się przeżyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innych wydarzeń mogę wymienić rozmowę z panem z ambasady Japonii w Polsce (tak, tym, który prowadził ze mną interview na stypendium i ktróremu podawałem herbatę). Miło się rozmawiało, szkoda, że decyzja należy do Tokio, nie do ambasady^^. Niczego jednak się nie dowiedziałem, apropo daty otrzymania jakiś wyników. &lt;br /&gt;Poznaliśmy też Olę i Aarona. Ola to Polka z Warszawy, która, podobnie jak Ewa, pojechała na stypendium do szkoły Urasenke w Kioto. Z tą różnicą, że o ile Ewa była rok, to Ola była dwa roki. Natomiast Aaron to człowiek z USA lub Kanady (nie pamiętam), który również był na tym stypendium, a przy okazji odnalazł w Oli drugą połowę. Pomagali nam przez cały czas (aż do Soboty) i służyli wiedzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwartek był dniem najcięzszym. Po środzie, kiedy to nic takiego się nie działo i przed piątkiem, który obfitował raczej w nawiązywanie znajomości i mniej wyczerpującą pomoc, tutaj naprawdę się zmęczyłem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Piątek&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piątek wspominam najmilej. Właściwie wszystko w piątek było tak, jak miało być. A właściwie, nie tak, jak miało być, bo o tym nie myślałem, ale było po prostu dobrze. Wypadałoby go podzielić na dwie części - wydarzenia w Mandze i bankiet. A więc po kolei:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Manggha&lt;br /&gt;O 10:00 wszyscy zebrali się w sali konferencyjnej (koncertowej, audiencyjnej, czy jak ona się tam nazywa). Najpierw była część oficjalna, czyli przemówienia vipów i otwarcie filii. Ogólnie tego typu rzeczy nigdy nie lubię, choć Daisousho mówił ciekawie. Potem nastąpił pokaz ceremonii herbaty, przeznaczony głównie dla ludzi, którzy nie mają z tym nic wspólnego, a więc Daisousho tłumaczył jej filozofię, założenia i zasady (zupełne podstawy). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po pokazie był czas dla widowni na zadawanie pytań, my jednak poszliśmy już się przygotowywać (nasza grupa miała parzyć herbatę dla gości). Ja dowiedziałem się jednak, że jeden z Japończyków ma dla mnie Kimono (prawie wszyscy pozostali od nas z grupy mieli, dla mnie pierwotnie miało nie być, więc była to bardzo miła niespodzianka). Mogłem więc zamienić niewygodny garnitur na wygodne Kimono + &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Hakama"&gt;Hakamę&lt;/a&gt;, a niewygodne buty na wygodne Zori. I byłem w siódmym niebie! Pomimo czterech warstw ubrania na sobie i upału było mi dużo lżej, niż w cienkiej białej koszuli i spodniach od garnituru. Chyba dlatego, że rękawy są bardzo szerokie i wietrzą wspaniale pachy i przyległości, a od dołu wieje w stronę nóg i chyba dlatego, że to są wszystko naturalne materiały. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem Hanto, czyli pomocnikiem, który podaje gościom Okashi (słodycze) i herbatę. Sama ceremonia odbywała się w dwóch miejscach - w pawilonie herbacainym i na tarasie Mangghi. Moja osoba zaszczyciła pawilon. Po jakimś czasie w roli Hanto zmieniła mnie koleżanka z herbatki - Ola. Pomagać zacząłem więc dwóm Japonkom, które czyściły utensylia. Poznałem tam Takahashi-san (panią Takahashi), która jakoś bardzo mnie polubiła i była generalnie niesamowicie sympatyczna. Co prawda potem od Ani dowiedziałem się, że w stosunku do niej (Takahashi-san -&gt; Ania) na początku była *nie*miła, ale ja mogę tylko opisywać swoje wrażenia, które są jak najbardziej pozytywne. Zresztą potem i w stosunku do Ani pani Japonka była już bardzo życzliwa. Dostałem też od niej prezent:) Niby drobiazg, ale zawsze to miło coś dostać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robota powoli zaczęła się kończyć (goście się wykruszali), więc poszedłem już w celach rekreacyjnych zobaczyć, co się dzieje na górze w Mandze. I krew mnie zalała.  Na górze było praktycznie całe młode towarzystwo. W składzie: Ewa, Szymon, Bartek, Marcin (nie ja), Marcin (a to już ja jak przyszedłem:P), trzy (były cztery, potem jedna poszła do pawilonu) z Polski (ślicznie wyglądały), Japonki (w tym jedyna chyba młoda z grupy Pani profesor - Naoko) i jacys tam Japonczycy (np. ten, który mi dał Kimono). Bartkowi ewidentnie wpadła w oko Naoko i chodził jakiś taki - nie wiedzieć czemu - rozkojarzony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie na górze było weselej. Ochrzaniłem tylko Bartka, że jeszcze nie ma namiarów do Naoko. Powiedział, że na bankiecie weźmie, że będzie okazja. No i tak sie na bankiecie chłopak czaił, że by w ogóle nie miał tej swojej okazji, ale o tym później. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po miłych chwilach na górze musiałem niestety oddać Kimono. Tak więc z bólem (dosłownie i w przenośni) przebrałem się znowu. Dostaliśmy jeszcze z Szymonem Fukusy (Fukusa to ściereczka używana do czyszczenia utensyliów herbacianych przy ceremonii) i poszliśmy pomagać przy sprzątaniu. Było noszenie mat Tatami (znowu), trochę innej roboty, dużo rozmów itp. Dziewczyny bez Kimon nie wyglądały już tak ślicznie (jedna tylko nie straciła uroku i głupi ja wypominałem Bartkowi, a sam się nie postarałem)... Jednak dość szybko wszyscy się zmyli, ażeby przygotować się na... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;bankiet!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZbc4lRxI/AAAAAAAAARo/ARRoQymQoG0/s1600-h/2007_06_22+(14).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZbc4lRxI/AAAAAAAAARo/ARRoQymQoG0/s320/2007_06_22+(14).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089658488282760978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZb84lRyI/AAAAAAAAARw/DuwN8-FylD4/s1600-h/2007_06_22+(27).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZb84lRyI/AAAAAAAAARw/DuwN8-FylD4/s320/2007_06_22+(27).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089658496872695586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZcM4lRzI/AAAAAAAAAR4/8SkcVFIEbHI/s1600-h/2007_06_22+(34).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZcM4lRzI/AAAAAAAAAR4/8SkcVFIEbHI/s320/2007_06_22+(34).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089658501167662898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZcs4lR0I/AAAAAAAAASA/fEYkTpM2aIg/s1600-h/2007_06_22+(49).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZcs4lR0I/AAAAAAAAASA/fEYkTpM2aIg/s320/2007_06_22+(49).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089658509757597506" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZc84lR1I/AAAAAAAAASI/85I3v0YB1Q4/s1600-h/2007_06_22+(65).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIZc84lR1I/AAAAAAAAASI/85I3v0YB1Q4/s320/2007_06_22+(65).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089658514052564818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIavc4lR2I/AAAAAAAAASQ/UFt2FbOwH1I/s1600-h/2007_06_22+(81).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIavc4lR2I/AAAAAAAAASQ/UFt2FbOwH1I/s320/2007_06_22+(81).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089659931391772514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIawc4lR3I/AAAAAAAAASY/Xu4K4tFkTw4/s1600-h/2007_06_22+(90).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIawc4lR3I/AAAAAAAAASY/Xu4K4tFkTw4/s320/2007_06_22+(90).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089659948571641714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIaw84lR4I/AAAAAAAAASg/uuzpUhBUKAk/s1600-h/2007_06_22+(123).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://1.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIaw84lR4I/AAAAAAAAASg/uuzpUhBUKAk/s320/2007_06_22+(123).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089659957161576322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIayM4lR5I/AAAAAAAAASo/p0cE4WJ9ULk/s1600-h/2007_06_22+(147).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://2.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIayM4lR5I/AAAAAAAAASo/p0cE4WJ9ULk/s320/2007_06_22+(147).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089659978636412818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIayc4lR6I/AAAAAAAAASw/grNzQd9SP6o/s1600-h/2007_06_22+(150).JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqIayc4lR6I/AAAAAAAAASw/grNzQd9SP6o/s320/2007_06_22+(150).JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089659982931380130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bankiet&lt;br /&gt;Przyszedłem pod Sheraton i spotkałem część naszej ekipy już na miejscu. Poczekaliśmy jeszcze na kilka osób, po czym stwierdziliśmy - wchodzimy. Okazało się jednak, że każdy ma przydzielony stolik. Mi przypadł w udziale ten z numerem 9. Ten sam numer dostał Szymon. Szymonowa Ania niestety nie... Ktoś nie pomyslał za dobrze jak rozdzielał ludzi, a może to był random, kto go tam wie, w każdym razie jak dla mnie towarzystwo stolikowe było świetne. Bałem się, żeby nie trafić na jakiś (polskich) zdziadziałych vipów, a tu.... po kolei. Usiedliśmy z Szymonem i Gosią, która - jak się okazało też ma ten stolik. Po chwili dolączył do nas Marcin, twierdząc, że i on ma nr 9. Ok, to cztery osoby, ale jeszcze cztery mijesca wolne... &lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;..&lt;br /&gt;..&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;No dobra, każdy już i tak pewnie się domyślił. Usiadły z nami cztery Japoneczki. Cztery z tych młodych (z grupy Urasenke).&lt;br /&gt;Lepiej nie mogły wybrać^^&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma co się dużo rozwodzić, rozmawiało się bardzo ciekawie. Stolik obok nazwał nasz stolik 'dating table'.  'Dating table' jakoś tak przyjęło się w całej sali i ogólnie wszyscy mieli z tego powodu dużo radości. Wszystkich oczywiście zabił Daisousho, mianowicie przyszedł, dosiadł się do 'samotnej' Japonki i powiedział: "Widzę, że pani tu tak sama siedzi, a ja też chcę poflirtować":D Aż się nie chce wierzyć, że ten człowiek ma 84 lata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie bankiet jako całość nie obfitował w jakieś szczególne rzeczy. Ot przemówienia i wzajemne podziękowania. Chociaż zdarzyła się jedna rzecz. Wpadł zespół góralski. Przebolałbym to, że w Krakowie gra zespół góralski, a nie krakowski, gdyby grał DOBRZE. No a niestety nawet na chińskich torturach bym tak o nich nie powiedział. Człowiek grający na skrzypcach każdy dźwięk grał pół tonu obok, dziewczyna śpiewająca... wyła. Ogólnie... Może nie tragedia, ale dla rzeszy chłonących właśnie Polskę Japończyków można było coś lepszego zorganizować. Kayoko (ta, z którą najwięcej rozmawiałem) spytała mnie "Are they good?". Co jej miałem powiedzieć...?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście zespół zniknął dość szybko, a Japonkom i tak się chyba w gruncie rzeczy podobało. A ja w pewnym momencie niechcący obudziłem potwora. Zaproponowałem zdjęcie. Stanęliśmy z Kayoko, trzy, dwa, jeden, pstryk, arigatou i nagle widze dziesięć osób w kolejce do następnego. Heh... W rezultacie mam zdjęcia chyba ze wszystkimi na bankiecie. Kilka zdjęć z Andrzejem Wajdą, Daisousho, mnóstwo różnych z Japonkami.  &lt;br /&gt;Poszedłem zrobić również zdjęcie z Takahashi-san, co ją niezmiernie ucieszyło. A że przy tym stoliku siedziała też Naoko, to i ją poprosiłem. Kiedy stanęliśmy do pstrykania jak spod ziemi wyrósł Bartek. Przebiegła bestia. Myślałem, że mu dam w łeb. Dobrze chociaż, że wziął od niej tego maila w końcu (ja też wziąłęm, a co!). Bartek w każdym razie wisi mi piwo. &lt;br /&gt;A Takahashi-san nie chciała mnie wypuścić. Po groźbą smierći mam ją odwiedzić w Japonii i wg jej słów będę tam miał wszystko, pełną opiekę, rozrywki i wszystkie te rzeczy, o których nie wiem. Niesamowicie miła kobieta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak w czasie, kiedy robiłem zdjęcie z Takahashi-san, bankiet dobiegał powoli końca. Nie wiem, kto wymyślił, żeby to trwało tylko dwie godziny (i tak trwało dłużej), ale pomysł miał kiepski... Towarzystwo się więc zmyło; mi udało się jeszcze dostać podpis na książce Daisousho ("O duchu herbaty"). &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFLus4lRrI/AAAAAAAAAQ4/jQqa08vy2C8/s1600-h/2007_06_23+001+(1).jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://3.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFLus4lRrI/AAAAAAAAAQ4/jQqa08vy2C8/s320/2007_06_23+001+(1).jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5089432319599920818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zahaczając po drodze jeszcze o hotel Pani profesor, w celu wręczenia jej kwiatów i podziękowań wróciłem do domu. Od niewygodnych butów nie mogłem już naprawdę chodzić. Wracałem ostatkiem sił, koślawiąc nogi. Dzień był jednak niezwykle udany, a ja połóżyłem się do łóżka zadowolony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sobota&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sobotę nie działo się już dużo. Mieliśmy tylko żegnać Japończyków. Niestety znajome Japonki już pojechały, więc żegnaliśmy w sumie tylko Daisousho. Ten jak zwykle jeszcze chwilę z nami porozmawiał. &lt;br /&gt;Mówił, że brał udział w Drugiej Wojnie Światowej i miał zostać Kamikadze. Nie zdążył jednak - bo wojna się skończyła. Takiego szczęścia - jak sam mówił - nie mieli jego znajomi ze studiów, ponad 450 osób. Daisousho skwitował to zdaniem "Miałem zabijać amerykanów kosztem własnego życia, a teraz wykładam na tamtejszych uniwersytetach i walczę o pokój". Głębokie słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po odjeździe Daisousho, razem z Yamaguchi-sensei robiliśmy porządek w Centrum Manggha. O 17 wróciłem do domu. I to by było na tyle. Trzy (ponad) dni pełne wrażeń, ale nie mam zupełnie nic przeciw takim wrażeniom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mogę generalnie powiedzieć na podsumowanie? Że zakochałem się w Kimonie. I że niewiasty w Kimonach wyglądają przecudnie. Że nie jest tak źle z angielskim u japończyków (starsze osoby raczej sobie nie radzą, ale wszyscy młodzi mówili całkowicie komunikatywnie). Że muszę do Japonii pojechać. Że chcę takie uroczystości jeszcze raz. Że spotkałem się z masą życzliwości. I że do tej pory nie mogę dojść do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że takie spotkania zdarzają się tak rzadko...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-97983019921443913?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/97983019921443913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=97983019921443913&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/97983019921443913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/97983019921443913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/06/o-herbacie-wizycie-daisousho-i.html' title='O herbacie, wizycie Daisousho i wydarzeniach pobocznych w trzech i 1/2 aktu.'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_eifgfS0vnIQ/RqFMp84lRsI/AAAAAAAAARA/OLcvTTDabzE/s72-c/2007_06_22+(273).JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-6210637721777644960</id><published>2007-06-13T20:20:00.000+02:00</published><updated>2007-08-01T22:40:49.148+02:00</updated><title type='text'>Egzaminy i PKP</title><content type='html'>&lt;b&gt;Egzaminy&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i po egzaminach. Egzaminach i rozmowie kwalifikacyjnej na stypendium rządu japońskiego, aby być dokładnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było ciężko. Pisalem kolejno matematykę (napisałem raczej średnio, wyłożyłem sie jak zwykle na pierdołach), angielski (tu raczej dobrze, choć zadania były wredne) oraz japoński A (próbowałem rozwiązywać), B (tu już robiłem 'na czuja') i C (a tu wybierałem sobie, które Kanji mi się bardziej podobały). Od 9 do 15. Z rozmowy kwalifikacyjnej wyszedłem około 20 (przed rozmowami na studia licencjackie były te dla kandydatów na studia podyplomowe. 19 osób miało przejść w 2:30h. Po godzinie przeszły cztery...).&lt;br /&gt;Sama rozmowa była dość podchwytliwa (np. pytanie o to, co zrobię, jeśli się nie dostanę). Nie czułem nóg (od nerwowego łażenia w kółko, czekając na swoją kolej), pleców (od noszenia ze sobą przez prawie dwa dni już wtedy ciężkiej torby) i mózgu (długo to trwało i człowiek głupieć zaczynał).&lt;br /&gt;Spotkałem oczywiście znajomego z Krakowa, z Taekwondo - Mazziego. Świat jest mały:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę informacji:&lt;br /&gt;Liczba kandydatów - 30 (11 na licencjackie, 19 na podyplomowe)&lt;br /&gt;Liczba przyjęć - 8 na podyplomowe (podobno), a jeśli chodzi o licencjackie, to krążą różne legendy, wzajemnie się wykluczaąace. Bóg jeden (lub Ministerstwo Edukacji i czegośtamjeszcze Japonii) raczy wiedzieć. &lt;br /&gt;Termin wyników - ostateczny na przełomie roku, decyzja, czy przeszło się wstępny etap "za kilka tygodni" (...za kilka tygodni to ja będę gryzł ściany!). Chociaż ten 'pierwszy etap' to też informacja niepewna, oficjalnie nic takiego nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskoczyła mnie różnorodność osób, nie było chyba zupełnie zwykłego człowieka tam. Same indywidua. Ale towarzystwo generalnie przyjemne, o 20 już się prawie wszyscy zintegrowali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz...Teraz pozostaje tylko czekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;PKP&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe są też zasady funkcjonowania PKP. Za jeden bilet, na taki sam pociąg płaciłem trzy różne ilości pieniędzy. Jak? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień przed pierwszym wyjazdem (kiedy składałem dokumenty) poszedłem zapytać w kasie o cenę biletu Intercity. Ulgowy o godzinie 8 rano - 72zł. Następnego dnia rano poszedłem więc z taką ilością złota, jednak Pani w kasie zażądała ode mnie tylko 57zł. Zszokowało mnie to, ale że zaraz ów pociąg odjeżdżał a i nie miałem nic przeciwko takiej cenie, to się nie spierałem. Wracając z Warszawy zapłaciłem tak samo - 57zł. "Pewnie się babie w kasie coś pochrzaniło, może bez ulgi jednak policzyła'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy jechałem już na egzamin, byłem przygotowany, że za bilety zapłacę 57zł. Nie. Zapłaciłem 72. Pytam o co chodzi, że jechałem dwa tygodnie wcześniej takim samym pociągiem i płaciłem mniej, na co kasjerka odpowiedziała, że to ja jechałem pośpiesznym, a to jest ekspres. No tak, jak ja głupi mogłem nie wiedzieć, że pociąg, który jedzie 2:45h, nazywa się Intercity i ma miejscówki, to zupełnie coś innego, niż pociąg, który jedzie 2:45h, nazywa się Intercity i ma miejscówki. Nie miałem jednak czasu się kłócić, bo znowu byłem na stacji pięć minut przed odjazdem i musiałem sprintem lecieć na piąty peron (bo najbardziej bajeranckie pociągi muszą się oczywiście na najdalszym peronie zatrzymywać, choć cały dworzec jest wolny).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając dwa dni później z Warszawy poszedłem z mocnym przekonaniem, że będę się kłóćił. Bez jaj, żeby taki sam pociąg raz kosztował 72, a raz 57 złotych. Podszedłem więc do kasy. Powitał mnie wzrok mówiący "Czego chcesz nędzna istoto?".&lt;br /&gt;Trwałem jednak mocno na stanowisku i pomimo śmiercionośnego widma czającego się po drugiej stronie szyby, zacząłem:&lt;br /&gt;-Eee...Dzień dobry, ile kosztuje bilet ULGOWY na pociąg z Warszawy do Krakowa o 11?&lt;br /&gt;-Już Panu mówię... 72zł&lt;br /&gt;A to jędza no!&lt;br /&gt;-A o 12?&lt;br /&gt;-72zł też...&lt;br /&gt;-Aha... a czy są takie za 57zł?&lt;br /&gt;-Nie ma.&lt;br /&gt;-Jak to nie ma?!&lt;br /&gt;-Są.&lt;br /&gt;No!&lt;br /&gt;-...ale one jadą pięć godzin.&lt;br /&gt;-12345678910. Bo wie Pani, ja dwa tygodnie temu jechałem takim samym pociągiem i płaciłem 57zł.&lt;br /&gt;-Nie ma takich pociągów.&lt;br /&gt;-Takim jechałem, na pamięć jeszcze nie narzekam.&lt;br /&gt;-Co pan opowiada, na pewno dwa tygodnie temu Pan takim nie jechał.&lt;br /&gt;-Mam chyba jeszcze nawet bilet ze sobą, mogę pokazać.&lt;br /&gt;-Proszę poczekać...*stuk stuk* Pojedzie Pan o 13:05 za 29zł, może być?&lt;br /&gt;-??? Eee...hfmp... a ile ten pociąg jedzie?&lt;br /&gt;-2:45 też, to Intercity, taka promocja.&lt;br /&gt;-T...Tak, to ja poproszę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory tego nie pojmuję, żeby takim samym pociągiem jechać za trzy różne ceny... W Każdym razie 72+29 mi wyszlo taniej niż 57+57, więc nie narzekam:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-6210637721777644960?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/6210637721777644960/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=6210637721777644960&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/6210637721777644960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/6210637721777644960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/06/egzaminy-exams.html' title='Egzaminy i PKP'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-1702343277790806057</id><published>2007-06-02T14:34:00.000+02:00</published><updated>2007-06-27T01:55:30.553+02:00</updated><title type='text'>Warszawa</title><content type='html'>29 Maja wybrałem się do Warszawy by złożyć niezbędne dokumenty do Ambasady Japonii. Było z tym (zdobywaniem dokumentów) trochę zachodu, nerwów i dramatyzmu, ale się udało. Jechać musiałem jednak na ostatni dzień (czego chciałem uniknąć), modląc się, by dokumenty były w porzadku (bo czasu na ich poprawienie bym nie miał).&lt;br /&gt;Modlitwa została wysłuchana i papiery zostały przyjęte. Amen! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostało mi trochę czasu, więc udałem się na szumnie zwane zwiedzanie stolicy.&lt;br /&gt;Dziwne wrażenie na mnie ta stolica wywarła... Niby bogatsza od Krakowa, większa, z większą iloscia możliwości... ale nie mógłbym tam mieszkać. Chyba. Takie odczucie mam po kilku godzinach łażenia. Nie ten klimat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-1702343277790806057?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/1702343277790806057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=1702343277790806057&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/1702343277790806057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/1702343277790806057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/06/warszawa-warsaw.html' title='Warszawa'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-9032815705598703313</id><published>2007-05-24T19:12:00.000+02:00</published><updated>2007-06-27T01:51:21.047+02:00</updated><title type='text'>Angielski ustny</title><content type='html'>Kilka już dni temu miałem egzamin ustny z języka angielskiego. Matura, poziom rozszerzony. &lt;br /&gt;Tematy: Problemy dzieci na świecie oraz rozprawka o zagrożonych gatunkach zwierząt.&lt;br /&gt;Wynik: 17/20. Czyli 85%. Nie jest źle. Ale wiem, że mogło być lepiej. &lt;br /&gt;Po prostu robienie egzaminu z obcego języka o 7:30 (musiałem wstać o 5 rano), to zbrodnia. Mój mózg zamiast mysleć po angielsku myślał: Co ja tu robię? Totalna czarna dziura w głowie. Materiał stymulujący (te bezsensowne rzeczy, na których miałem opierać swoją wypowiedź) skupiał się głownie na głodzie. A ja bez śniadania, żołądek strawił już sam siebie i teraz trawi któryś organ w okolicy przepony... no jak tu normalnie mówić. Za wcześnie, za głodno! &lt;br /&gt;W sumie to zastawiam sie, jakim cudem te 17 punktów zdobyłem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-9032815705598703313?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/9032815705598703313/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=9032815705598703313&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/9032815705598703313'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/9032815705598703313'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/05/angielski-ustny-oral-english.html' title='Angielski ustny'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-6129452423227702891</id><published>2007-05-24T17:53:00.000+02:00</published><updated>2007-06-27T01:46:18.089+02:00</updated><title type='text'>Jak mogę Panu pomóc?</title><content type='html'>Co jest do cholery nie tak z tym krajem? Dlaczego jest tutaj tyle niczym nie uzasadnionej nienawiści? Ludzie starają się zgnoić innych, rzucić na ziemię, skopać, a na koniec wytrzeć o nich buty. Tak zupełnie... bezinteresownie. Dlaczego? &lt;br /&gt;Czy tak jest wszędzie na świecie, czy tylko w Polsce? &lt;br /&gt;Wizja potencjalnego spełnienia marzenia się oddala, bo jednemu człowiekowi się nie chce pięciu minut poświęcić.&lt;br /&gt;... wszystkiego się odechciewa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-6129452423227702891?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/6129452423227702891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=6129452423227702891&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/6129452423227702891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/6129452423227702891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/05/jak-moge-panu-pomoc-how-can-i-help-you.html' title='Jak mogę Panu pomóc?'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-3967880412654760121</id><published>2007-05-07T18:25:00.000+02:00</published><updated>2007-06-27T01:44:15.130+02:00</updated><title type='text'>Matura</title><content type='html'>Dzisiaj czekało mnie drugie spotkanie z maturą. Po średnio udanym polskim (porównywałem dwa teksty i jeden źle zinterpretowalem, baka yuen, baka) przyszedł czas na angielski (rozszerzony, a jak!). I tu było zdecydowanie lepiej:)&lt;br /&gt;Z arkusza drugiego (reading i listening) mam 100%, jak z pierwszym niestety nie wiem, bo wypracowania sam sobie nie jestem w stanie sprawdzic (a szkoda).&lt;br /&gt;A jak wygladała ta matura (z odpowiedziami) można zobaczyć o tu:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://slimak.onet.pl/_m/matury/matura2007/ang_PR_stand_cz1_rozw.pdf"&gt;Arkusz I&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://slimak.onet.pl/_m/matury/matura2007/ang_PR_stand_cz2_A_rozw.pdf"&gt;Arkusz II&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli część z wypracowaniem i angielski ustny (który mnie czeka) zdam na podobnym poziomie, to jest nadzieja na spełnienie się punktu 'b'! Yay!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-3967880412654760121?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/3967880412654760121/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=3967880412654760121&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/3967880412654760121'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/3967880412654760121'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/05/maturafinal-exams.html' title='Matura'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5305744388655603827.post-7274376113930414190</id><published>2007-05-05T18:33:00.000+02:00</published><updated>2007-06-27T01:41:45.266+02:00</updated><title type='text'>Perspektywy</title><content type='html'>Co będzie za rok? Możliwości jest wiele:&lt;br /&gt;a) Będę spełniał marzenia studiując w Japonii&lt;br /&gt;b) Będę dumnym studentem Japonistyki na UJ&lt;br /&gt;c) Będę studiował coś innego&lt;br /&gt;d) Będę latał po poligonie (ku chwale Ojczyzny!)&lt;br /&gt;e) Stanie się coś, czego nie jestem w stanie przewidzieć&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać - możliwości jest wiele. Taki okres w życiu, coś się skończyło, a coś się jeszcze nie zaczęło. Generalnie blog powstał na wypadek spełnienia się podpunktów 'a' (ew. 'b'). Żebym mial to udokumentowane. &lt;br /&gt;Poza tym prawdopodobnie (choć nieregularnie jak znam siebie) skrobnę coś, co mi się w głowie zacznie kłębić. O!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5305744388655603827-7274376113930414190?l=yuenvsjapan.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/feeds/7274376113930414190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5305744388655603827&amp;postID=7274376113930414190&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/7274376113930414190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5305744388655603827/posts/default/7274376113930414190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://yuenvsjapan.blogspot.com/2007/05/perspektywyprospects.html' title='Perspektywy'/><author><name>Yuen</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14712429464430200593</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
