Egzaminy
No i po egzaminach. Egzaminach i rozmowie kwalifikacyjnej na stypendium rządu japońskiego, aby być dokładnym.
Było ciężko. Pisalem kolejno matematykę (napisałem raczej średnio, wyłożyłem sie jak zwykle na pierdołach), angielski (tu raczej dobrze, choć zadania były wredne) oraz japoński A (próbowałem rozwiązywać), B (tu już robiłem 'na czuja') i C (a tu wybierałem sobie, które Kanji mi się bardziej podobały). Od 9 do 15. Z rozmowy kwalifikacyjnej wyszedłem około 20 (przed rozmowami na studia licencjackie były te dla kandydatów na studia podyplomowe. 19 osób miało przejść w 2:30h. Po godzinie przeszły cztery...).
Sama rozmowa była dość podchwytliwa (np. pytanie o to, co zrobię, jeśli się nie dostanę). Nie czułem nóg (od nerwowego łażenia w kółko, czekając na swoją kolej), pleców (od noszenia ze sobą przez prawie dwa dni już wtedy ciężkiej torby) i mózgu (długo to trwało i człowiek głupieć zaczynał).
Spotkałem oczywiście znajomego z Krakowa, z Taekwondo - Mazziego. Świat jest mały:)
Trochę informacji:
Liczba kandydatów - 30 (11 na licencjackie, 19 na podyplomowe)
Liczba przyjęć - 8 na podyplomowe (podobno), a jeśli chodzi o licencjackie, to krążą różne legendy, wzajemnie się wykluczaąace. Bóg jeden (lub Ministerstwo Edukacji i czegośtamjeszcze Japonii) raczy wiedzieć.
Termin wyników - ostateczny na przełomie roku, decyzja, czy przeszło się wstępny etap "za kilka tygodni" (...za kilka tygodni to ja będę gryzł ściany!). Chociaż ten 'pierwszy etap' to też informacja niepewna, oficjalnie nic takiego nie ma.
Zaskoczyła mnie różnorodność osób, nie było chyba zupełnie zwykłego człowieka tam. Same indywidua. Ale towarzystwo generalnie przyjemne, o 20 już się prawie wszyscy zintegrowali.
A teraz...Teraz pozostaje tylko czekać.
PKP
Ciekawe są też zasady funkcjonowania PKP. Za jeden bilet, na taki sam pociąg płaciłem trzy różne ilości pieniędzy. Jak?
Dzień przed pierwszym wyjazdem (kiedy składałem dokumenty) poszedłem zapytać w kasie o cenę biletu Intercity. Ulgowy o godzinie 8 rano - 72zł. Następnego dnia rano poszedłem więc z taką ilością złota, jednak Pani w kasie zażądała ode mnie tylko 57zł. Zszokowało mnie to, ale że zaraz ów pociąg odjeżdżał a i nie miałem nic przeciwko takiej cenie, to się nie spierałem. Wracając z Warszawy zapłaciłem tak samo - 57zł. "Pewnie się babie w kasie coś pochrzaniło, może bez ulgi jednak policzyła'.
Kiedy jechałem już na egzamin, byłem przygotowany, że za bilety zapłacę 57zł. Nie. Zapłaciłem 72. Pytam o co chodzi, że jechałem dwa tygodnie wcześniej takim samym pociągiem i płaciłem mniej, na co kasjerka odpowiedziała, że to ja jechałem pośpiesznym, a to jest ekspres. No tak, jak ja głupi mogłem nie wiedzieć, że pociąg, który jedzie 2:45h, nazywa się Intercity i ma miejscówki, to zupełnie coś innego, niż pociąg, który jedzie 2:45h, nazywa się Intercity i ma miejscówki. Nie miałem jednak czasu się kłócić, bo znowu byłem na stacji pięć minut przed odjazdem i musiałem sprintem lecieć na piąty peron (bo najbardziej bajeranckie pociągi muszą się oczywiście na najdalszym peronie zatrzymywać, choć cały dworzec jest wolny).
Wracając dwa dni później z Warszawy poszedłem z mocnym przekonaniem, że będę się kłóćił. Bez jaj, żeby taki sam pociąg raz kosztował 72, a raz 57 złotych. Podszedłem więc do kasy. Powitał mnie wzrok mówiący "Czego chcesz nędzna istoto?".
Trwałem jednak mocno na stanowisku i pomimo śmiercionośnego widma czającego się po drugiej stronie szyby, zacząłem:
-Eee...Dzień dobry, ile kosztuje bilet ULGOWY na pociąg z Warszawy do Krakowa o 11?
-Już Panu mówię... 72zł
A to jędza no!
-A o 12?
-72zł też...
-Aha... a czy są takie za 57zł?
-Nie ma.
-Jak to nie ma?!
-Są.
No!
-...ale one jadą pięć godzin.
-12345678910. Bo wie Pani, ja dwa tygodnie temu jechałem takim samym pociągiem i płaciłem 57zł.
-Nie ma takich pociągów.
-Takim jechałem, na pamięć jeszcze nie narzekam.
-Co pan opowiada, na pewno dwa tygodnie temu Pan takim nie jechał.
-Mam chyba jeszcze nawet bilet ze sobą, mogę pokazać.
-Proszę poczekać...*stuk stuk* Pojedzie Pan o 13:05 za 29zł, może być?
-??? Eee...hfmp... a ile ten pociąg jedzie?
-2:45 też, to Intercity, taka promocja.
-T...Tak, to ja poproszę.
Do tej pory tego nie pojmuję, żeby takim samym pociągiem jechać za trzy różne ceny... W Każdym razie 72+29 mi wyszlo taniej niż 57+57, więc nie narzekam:)
środa, 13 czerwca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


0 komentarze:
Prześlij komentarz